in Fraszki
17. 12. 15
posted by: Andrzej Curyło

Najpierw zażył Marychę...

potem Krychę, Zdzichę...

in Fraszki
17. 12. 10
posted by: Andrzej Curyło

Niech ci nigdy nic nie zwisa,

niech ci każdy daje kisa,

pocałunek wrogi, bratni,

ważne by nie był ostatni.

in Fraszki
17. 12. 09
posted by: Andrzej Curyło

Jeździsz pan po pijaku!

Odpowiedź ma taka:

do dziś nie przejechałem,

żadnego pijaka.

in Ludzie
17. 12. 08
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Straszne uczucie. Niszczące zawistnika i obiekt zawiści czasem także. I młodsze rodzeństwo zawiści – zazdrość. Naturalnie, niestety, wszechobecna. O ile zazdrość może wynikać z poczucia niższej wartości, to ciekawe z czego zawiść wynika? Jakieś przykłady? A proszę bardzo.

Mamy basen koło domu, zwykły, przedtem był rozporowy, teraz od 2 lat jest na stelażu. Taki basen każdy posiadacz kawałka ogródka może sobie kupić w Obi czy w innym Praktikerze. Na sezon rozkładamy go i pluszczemy się w nim czy też opalamy na dmuchanych fotelach. Pewnej letniej nocy ktoś wszedł do naszego ogrodu i basen nam przedziurawił. Taki „życzliwy” psikus nam zrobił. Nie będziemy się tu puszyć i amerykańskie mody na Polskę B sprowadzać.

Albo taka sytuacja: poproszono mnie parokrotnie żebym coś przeczytała publicznie. Raz były to wiersze, innym razem „Pieśń nad pieśniami”. Między nami mówiąc, zdarzyło mi się w słusznie minionych czasach PRL-u brać udział we wszelakich konkursach recytatorskich, zajmując najczęściej liczące się miejsca. Dlatego mam świadomość, że interpretować tekst potrafię dobrze. No to potem dowiedziałam się, że kreuję się na lokalną celebrytkę. Mnie się wydawało, że ja coś robię i z tych moich działań jestem znana. A okazuje się że to działania na pozór, żeby się pokazać i.... wykreować.

Byłam kiedyś w gronie osób, wydawało mi się, mi życzliwych. Nastawienie miałam bardzo promienne. Był to jeden z dwóch szczęśliwych momentów z życia kierowcy, mianowicie kupiłam, a dokładnie wzięłam w leasing nowe auto. Nie, nie przechwalałam się tym, zupełnie nawet nie wspominałam, że tak zrobiłam. I tak jakoś przy okazji tematów motoryzacyjnych usłyszałam, że uczciwy człowiek to kupuje używane auto, bo go na więcej stać nie będzie w tym kraju. A nowe to kupują przekręciarze czy inne nieuczciwe typy. A leasing to furtka dla tych co oszukują na podatkach i tychże skarbówka powinna gonić jak psy! (Czemu psy?)

Zastanawiam się czemu czyjś sukces, sukcesik, sukcesiątko, tak ciężko wielu ludziom znieść, choć często ich usta pełne są wyrazów szacunku i oficjalnej sympatii.

Nie widać drogi dojścia do efektu. Widać efekt. I tak jest łatwiej, bo nie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czemu ja mam jak mam?

in Fraszki
17. 12. 03
posted by: Andrzej Curyło

Nigdy mi nie stanie

jak masz tyle w stanie.

in Fraszki
17. 12. 02
posted by: Andrzej Curyło

Ciężko współżyć z człowiekiem,

który ma pusto pod wiekiem.

in Ludzie
17. 12. 01
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Zawodowo bywa z górki,ale częściej nie koniecznie. Bywa też tak, że nie bardzo wie się od czego zacząć i do czego zmierzać. To znaczy wie się w zarysie. Tylko jak to się ma do praktyki ? Miałam kiedyś okazję prowadzić terapię osoby chorującej na stwardnienie zanikowe boczne. Stan był zaawansowany, postępy choroby szybkie, osoba na dobrym poziomie intelektualnym, doskonale zdająca sobie sprawę ze swojego stanu. Pan był już leżący, z zaburzeniami połykania i artykulacją zamazaną. Nie spodziewał się, że moja terapia radykalnie poprawi jego samopoczucie. Niemniej, myśląc o tych zajęciach i naszych spotkaniach, nie mam poczucia niepowodzenia. Ale po kolei.

Będąc z kimś w długotrwałym związku, zupełnie nie trzeba słów żeby się zrozumieć w pełni. Czasem wystarczy kaszlnięcie czy chrząknięcie, czasem jakiś gest i już doskonale wiadomo co chciało się powiedzieć. Tak jest w relacjach z żoną czy rodziną, ale ja byłam dla XY obca. Podczas naszych sesji terapeutycznych obie strony musiały się bardzo postarać, żeby się porozumieć. Pan, żeby dokładnie wymówić, a ja żeby zrozumieć co powiedział. Docierałam do niego poprzez przygotowanie tematyki terapii wynikającej z jego zamiłowań, co było związane z wykonywanym zawodem. Podczas jednego z takich zajęć zapytałam czy ktoś z pracy go odwiedza. Pokręcił głową ze smutkiem. O nie!! Wkurzyłam się. Kiedy był zdrowy, wciąż do czegoś był angażowany i dla wielu niezbędny. Gdy się rozchorował, nagle wszyscy nie mieli czasu by go wesprzeć. Pojechałam do jego firmy. Naburmuszona sekretarka powiedziała, że dyrektor jest bardzo zajęty i nie przyjmie nieumówionych petentów. A ja na to, że nie przyszłam tu na pogaduszki, niczego od nich nie potrzebuję, a moja rozmowa potrwa 3 minuty, chyba, że dyrektor mnie poprosi by trwała dłużej, to być może potrwa 5 minut, bo ja więcej czasu nie mam. Poszła z tymi, niezbyt, przyznaję, grzecznymi słowami do dyrektora.

Po jakiejś chwili pojawił się i szef, naburmuszony niczym jego sekretarka. Byłam wkurzona. Bez uśmiechu (kto mnie zna, wie, że to u mnie rzadkość) mówię,że jestem neurologopedą pracującą z pacjentem XY. Od kiedy ten pan zachorował, nikt z współpracowników go nie odwiedza i jego losem się nie interesuje. Człowiek jest chory terminalnie i wkrótce odejdzie. I wtedy wszyscy na jego pogrzebie będziecie pocieszać żonę mówiąc jaki to wspaniały był gość i będziecie ją ściskać i współczuwać. A póki żyje nikt nawet swojego cienia w jego domu nie pokaże, bo boi się stawić czoła umierającemu człowiekowi.

Dyrektor zamarł. Nie wiemy o czym możemy z nim rozmawiać, powiedział cicho i zupełnie bezradnie. O pracy, bo o niej i jej problemach wciąż myśli – prawie huknęłam. On jeszcze żyje, ta praca to jego wielka miłość. I jeszcze jedno panu powiem, jak się pan odważy powiedzieć panu XY, że tu byłam i do odwiedzania go nakłaniałam, to ja pomyślę sobie o panu źle. A jak ja o kimś tak serdeczne źle pomyślę, to on naprawdę ma kłopoty.

Pan XY zmarł 6 miesięcy później. W międzyczasie jego koledzy i koleżanki odwiedzili go wielokrotnie, ufundowali mu specjalny grawer, pytali go o zdanie i jego odpowiedzi były dla nich istotne. Przynajmniej pan XY tak uważał. A ja uważam, że było to jedno z bardziej ważnych doświadczeń tak zawodowych jak „ z życia wziętych” w moim „logopedzeniu”.

in Fraszki
17. 11. 26
posted by: Andrzej Curyło

Dzisiaj z taką myślą

budzę się nad ranem,

nie chcę być baronem,

wolę być baranem.

in Fraszki
17. 11. 25
posted by: Andrzej Curyło

Był taki jeden,

co nie kłaniał się kulom,

a ja nie będę

kłaniał się tylko ciu....

in Ludzie
17. 11. 24
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Pani U.- Spodziewałeś się zaproszenia do rozmowy Jumi?

Yume – Jasne, ciągle zwracasz na mnie uwagę, wciąż o mnie mówisz, to wywiad ze mną był naturalną tego konsekwencją.

Pani U. Zatem, jak jesteś leśny norwegu?

Yume -  Jestem pięciomiesięcznym kocurkiem, to jeszcze nie wiem jaki będę. Póki co, jestem ciekawski, nieco bojaźliwy i wciąż potrzebuję ludzkiego towarzystwa. Lubię jak głaszcze się mnie po grzbiecie, toleruję głaskanie po nogach, a mizianie po brzuchu drażni mnie i sprawia, że chce mi się gryźć, kopać i drapać. Podobno kotki mają inaczej, ale za tę informację nie dam sobie uciąć nawet pazurka (zresztą, co tu ucinać, skoro Ania już się tym skutecznie zajęła).

Pani U. Jumiczku, czemu czasem mruczy coś w tobie, a czasem nie i czemu niektórym mruczysz na spojrzenie, a niektórym nawet właściwe drapanie nie pomoże?

Yume – A w ogóle to czy czytałaś „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa?

Pani U. – Czytałam. Dawno.

Yume – Widać, że dawno i niezbyt dokładnie. Bo są tam takie interesujące słowa: „Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów „ty”, choć, jako żywo  żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu”.

Pani U. A jak ostatnio wskoczyłeś mi do wanny napełnianej wodą i spokojnie w niej brodziłeś i ją popijałeś, to się nie liczy?

Yume – Oj tam, myślałem, że nie zauważysz. Dobrze, to już bądźmy po imieniu. Czyli czemu jednym mruczę innym nie?, pytałaś. Otóż, ja jestem taki kot z duszą walecznego psa, albo innego leśnego dzikusa. I najczęściej wybieram sobie jednego pana, choć moja nowa rodzina wdaje się być miła i dość trudno mi dokonać wyboru. Najczęściej w domu jest Ania, najwięcej do mnie mówi, karmi mnie i czesze, to chyba sobie ją wybiorę.

Pani U. Jumi, A jak ze spacerami? Coś mi się wydaje, ze szelki i smycz leżą od 2 dni w tym samym miejscu. Podobno z norwegami spacery to żaden problem.

Yume – No tak, bo jak mnie w poniedziałek siłowo wyprowadzałaś na spacer po ogródku i nie pozwoliłaś mi wyskoczyć i wspinać się po drzewie, to się na takie spacery wypinam

Pani U. - Powiedz mi co lubisz, a co cię denerwuje, bo nasza rodzina ma spore doświadczenie z życia z kotami pod jednym dachem, ale może twoja rasa ma jakieś tajemnice, o których tylko ty wiesz, więc zamieniam się w słuch . No, mrucz.

Yume -  No to tak, jak wychodzicie, zostawiajcie mi włączone radio, bo bardzo tęsknię za wami. Jak dajecie mi jeść, to niech to będzie karma albo sucha, albo mokra. Bo jak to łączysz w jednej misce, to potem bardzo mnie boli brzuch i efekty są takie, że ludzie ich widzieć nie lubią. Jak idziesz ze mną na spacer to mnie nie ciągnij, sam pójdę jak wszystko obejrzę i obwącham. Jeszcze jestem kocim dzieckiem, więc nie wszystko rozumiem i ogarniam. Przyjdź na kolejny wywiad za jakieś 3 miesiące, myślę, ze dużo więcej będę mógł o sobie powiedzieć. A teraz już drap mnie za uchem.