in Fraszki
19. 02. 08
posted by: Andrzej Curyło

Dajcie mu zbudować wieże,

dla mnie sprawa oczywista,

rychło wyląduje na nich,

radykalny islamista.

in Fraszki
19. 01. 31
posted by: Andrzej Curyło

Jeden jest przystojny,

drugi bogobojny,

którego tu wybrać?

Bierz tego co dojny.

in Fraszki
19. 01. 27
posted by: Andrzej Curyło

Pomimo mych wielu zalet

jestem jak karciany walet,

nie pikowy, nie czerwienny,

ale ten dupek żołędny.

19. 01. 18
posted by: Andrzej Curyło

Drogi Panie Pawle,

czy było potrzeba,

żebyś osobiście niósł światło do nieba?

Wciąż będąc z nami blisko,

a jednak w oddali,

zrób coś, by ogień tego światła

nienawiść wypalił.

Potrafisz!

in Fraszki
19. 01. 17
posted by: Andrzej Curyło

Żeby nikt nie wiedział,

gdzie, z kim zdradzasz żonę,

posługuj się tylko,

starym telefonem.

19. 01. 01
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

 Z czym Ci się kojarzy biblioteka? Z wypożyczalnią.

 Z wypożyczalnią czego? Książek, czasopism, filmów, płyt … Strzyżowska biblioteka kojarzy się jeszcze z wieloma imprezami, wystawami, prezentacjami, konkursami. I to chyba wszystko.

 No, właśnie co do słowa „biblioteka”, nie wszystko. Zapraszam na spotkanie z szefową Podkarpackiej Biblioteki Chustowej, Doradcą Chustowym Clau Wi, adminką grupy Chustowej, absolwentką studiów uniwersyteckich z zakresu technologii żywności i żywienia, mamą Jasia i Małgosi, miłośniczką ekologii we wszystkich jej przejawach, mieszkanką Gbisk z wyboru, panią Joanną Krypel. Spotykamy się w niezwykłym siedlisku Asi i jej męża, Pawła, gdzie na ścianie stodoły wymalowane są imponującej wielkości portrety przodków gospodarzy. Asia, rzeszowianka z dziada pradziada i Paweł, rzeszowianin w drugim pokoleniu. Ten dom należał do dziadków Pawła, opuszczony popadał w ruinę, dopóki nie zapadła decyzja o powrocie młodych na- w tym wypadku chce się rzec- „dziadowiznę”. Ponieważ jest zima miałam obawy przed dojazdem, ale zupełnie nie potrzebnie. Większość trasy to dojazd wygodną drogą asfaltową i jakieś 100 metrów szutrową. Dom stoi opodal ściany lasu, otulony sadem. Na powitanie leniwie wysuwa się czarny, spory pies w typie labradora, a że nie robię wrażenia agresora, wchodzi powrotem do swojej ogromnej budy.

Asia, to szczęśliwy przypadek, który po części zawdzięczam facebookowi. Traf chciał, że gdy kiedyś coś na facebooku przeglądałam, to Asia w tym czasie na swoim profilu umieściła poruszającą fotografię. Na niej były dwa duże metalowe pojemniki z siatki. W na dnie jednego leżał stosik tetrowych pieluch, na oko dwadzieścia, a drugi pojemnik był cały wypełniony pampersami. Było to, o ile pamiętam, roczne zużycie dla jednego dziecka. Wprawdzie nie mam dzieci w tym wieku, ale pomyślałam, że to interesująca osoba i wyjątkowe podejście do życia. Nie pomyliłam się. Dalej okazało się tylko ciekawiej. Mam problem z przechodzeniem na ty, ale w tym wypadku, gdy gospodarze okazali się pokrewnymi ze mną duszami, problem rozpłynął się bez śladu.

Urszula: Co Was tu sprowadziło, oprócz tytułu własności ?

Asia: Mieszkanie tu to same plusy- powietrze jak kryształ, widoki jak z bajki, koszty życia niewielkie, możemy zacząć planować i realizować nasze dość szalone marzenia.

Urszula: Jesteś doradcą chustowym. Co to takiego?

Asia: Jestem Doradcą Noszenia, co oznacza, że przekazuję rodzicom wiedzę na temat zasad prawidłowego noszenia dzieci w chustach i innych miękkich nosidłach, a także w zakresie budowy oraz rozwoju kręgosłupa i bioderek małego dziecka. Mówię rodzicom na temat roli tulenia dziecka i tego, że to naprawdę krótki czas oraz, że warto go wykorzystać, bo dziecko wyrasta z tulenia. Niestety. Bardzo wierzę w to co robię i dlatego powołałam do życia Podkarpacką Bibliotekę Chustową, w której nieodpłatnie można wypożyczyć chustę.Młodzi rodzice najczęściej (choć miałam wiele różnych przypadków) wybierają najtańsze, niskopółkowe chusty, których ceny oscylują wokół 150-200zł. Takie też wypożyczam. Najdroższa chusta, jaką mam w bibliotece, kosztuje chyba 450zł. Chusty tkane ręcznie to najczęściej chusty bawełniane, mogą w nich wystąpić domieszki jedwabiu lub kaszmiru w formie wątku. Cena jest uzależniona od wielu rzeczy. Np. czy wątek jest farbowany ręcznie pod konkretną chustę, dla uzyskania określonego, zamierzonego efektu. Ogólnie, ceny chust mogą sięgać kwot znacznie wyższych niż 2500zł (ale też mniej). Z biblioteki korzysta sporo rodziców. Są to osoby, które chcą spróbować czy ta przygoda im odpowiada. Są też tacy, których nie stać na kupno swojej chusty. Po konsultacji, którą prowadzę, zostawiam czasem chustę z Biblioteki, żeby rodzice ćwiczyli wiązania im pokazane, zanim podejmą decyzję o zakupie.

Urszula: Jestem zaskoczona poziomem świadomości i dojrzałości w przeżywaniu swojego rodzicielstwa i bycia rodziną. A co jeszcze robicie w zakresie szeroko pojętej ekologii?

Paweł: A, na przykład, pijemy wiosną sok z brzozy. Z praktyki wiem, że u nas najbardziej efektywne jest ściąganie soku z południowej strony brzozy i że ściągnięcie ok 15 litrów soku w niczym drzewu nie zagraża. Więc pijemy go, częstujemy znajomych i czujemy się świetnie. Asia zna się na ziołach, zbiera je , suszy i dorzuca do posiłków. Wokół domu rośnie sporo starych gatunków drzew, suszymy ich owoce i mamy chipsy owocowe na całą jesień, zimę i wczesną wiosnę. Kochamy kamienie, więc kupiliśmy kamień z budowy obwodnicy i wyłożyliśmy sporą część podwórka, tworząc coś na kształt patio. Mój dziadek wykopał tu studnię głęboką na 44 betony. Pierwszy beton (80 cm) to była ziemia, pozostałe to był lity kamień. Rozwoził go potem po okolicy, ktokolwiek się zgłosił. Myślę, że jak patrzy z nieba na nasze zakupy kamienia, kręci głową ze zdumienia.

Urszula: Widać, że lubicie swoje miejsce. Zechcecie zdradzić swe plany?

Paweł: Moje wiążą się pracami rękodzielniczymi na zamówienie. Póki co nie chcę precyzować , bo pomysły nie są jeszcze ostateczne i jest ich wiele. Sam muszę sprawy z sobą przegadać i przepatrzeć możliwości. Ale czuję, że mogę wiele unikatowych pomysłów wdrażać tu, gdzie wybrałem swe życie.

Asia: Ja rozważam wiele pomysłów związanych z ekologią i żywieniem. Oczywiście pomaga mi w tym moje wykształcenie, ale też pasja do życia blisko natury.

Urszula: A ja Wam życzę takich realizacji, które sprawią przyjemność, pożytek i dumę z siebie, że potrafiliście trafnie odczytać co Wam najlepiej pisane. W imieniu Czytelników Loquerisa dziękuję za gościnę.

 

in Fraszki
18. 12. 24
posted by: Andrzej Curyło

Dziś zwierzęta przemawiają,

to wszystko tkwi w cudzie,

szkoda tylko, że na codzień

co niektórzy ludzie.

in Fraszki
18. 12. 16
posted by: Andrzej Curyło

Różny przekaz informacji,

jeszcze różniejszy narracji.

Żyjemy w dezinformacji,

wszystko zależy od stacji.

W wyborach nie bądź jeleniem,

bo cię wsadzą za myślenie.

in Fraszki
18. 12. 15
posted by: Andrzej Curyło

Chciałbym być kobietą,

myśli me ponure?

Nie! Bym 5 lat wcześniej

miał emeryturę.

Lecz przy tych moich chęciach,

nie jestem w aplauzie,

chciałbym być kobietą,

lecz po menopauzie.

18. 12. 11
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

 

Takie mgliste okoliczności przyrody i krótkie dni zawsze prowokują mnie do planowania urlopów na kolejny rok, bądź do wspominania wyjazdów minionych. Ponieważ na następny rok mam plan taki : nie wiadomo dokąd, za to kiedy, za ile i na jak długo, to i owszem, zaplanowane, pozostaje mi rozpamiętywać słoneczne chwile przeżyte niedawno. Późnym latem.

W tym roku jednym z wybranych przez nas kierunków, czy jak się obecnie mówi, destynacji, była Albania( wraz z zaczepieniem o Kosowo i Macedonię). Na szczęście samolotem, bowiem podróże do 500 - 700 km lubię, ale przy dystansie powyżej, już mi ta sympatia przechodzi.

 W myśleniu o tym kraju wciąż dominuje myślenie o nim jako o krainie bunkrów, dziurawych dróg, osiołków, starych mercedesów i Albańczyków żyjących poza Albanią. Nie ważne jest, że od pięciu lat kraj ów przeżywa najazd turystów i rozwój przemysłu turystycznego z prędkością iście kosmiczną. Nasza czwórka wybrała termin tuż po rozpoczęciu roku szkolnego, dzięki czemu osobiste doświadczenia owego najazdu nas ominęły. Mogłabym pisać o przemiłych studentkach pracujących jako kelnerki w naszym hotelu – Bleonie i Elce, które zawzięcie uczyły nas niełatwych albańskich zwrotów grzecznościowych (faleminderit), świetnym ambasadorze polskości, byłym studencie UW, będącym naszym przewodnikiem po zawiłościach bałkańskich ( faleminderit Flobens ), o uśmiechach i życzliwości Albańczyków, spotykanych na każdym kroku. Dla równowagi mogłabym pisać o chodnikach bez płyt, za to wysypanych niewielkimi okrąglaczkami ( spróbujcie iść po tym w klapkach lub w butach na obcasach!). Albo o zaskoczeniach typu brak możliwości zapłacenia kartą za zakupy na przykład na lotnisku im św. Matki Teresy z Kalkuty w Tiranie. A może o całkiem legalnej propozycji od pogranicznika- możesz bez paszportu przekroczyć granicę , ale to kosztuje 50 euro( serio, byłam tego świadkiem, nie zmyślam). Bo o specyficznym podejściu do czasu, i o roli kawy w rozwiązywaniu problemów wszelakich, wiedzą wszyscy, którzy cokolwiek o tym kraju przeczytali. Mogłabym coś skrobnąć o Macedonii, w której Macedończycy to prawdę mówiąc Albańczycy i wszyscy to wiedzą, ale jednak.... Macedonia. Albo o Kosove ( to nie literówka, Albańczycy tak mówią o tym państwie), które niby jest Serbią, ale mieszkają tam Albańczycy. Ah Bałkany! kto zrozumie bałkańską duszę?Pisać o widokach, które zapierają dech, o wszystkich odcieniach kolorów ziemi, całkiem mi się nie chce.Każdy może zobaczyć zdjęcia w internecie i wyrobić sobie własną opinię.

Czy tam pojadę ponownie? Nie wykluczam, bo zawsze tęsknię za życzliwym człowiekiem. A takich ludzi spotkałam w Albanii wyjątkowo dużo.