in Fraszki
18. 07. 16
posted by: Andrzej Curyło

Fantastyczne chwile na mundialu przeżył,

pozbył się sukcesu i pozbył łupieżu.

in Fraszki
18. 07. 14
posted by: Andrzej Curyło

Piękna buzia,

nogi,

cyce....

Facet myśli pod prysznicem.

in Fraszki
18. 07. 07
posted by: Andrzej Curyło

Lepiej mieć nieczyste myśli,

niż człowiekiem być bezmyślnym.

in Fraszki
18. 07. 04
posted by: Andrzej Curyło

Miała być polska nawałnica

i miała być walka,

wyszła z tego cienizna

i marna nawałka.

in Ludzie
18. 06. 09
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

 

Moje nauczycielki z logopedii-choćby Hanna Rodak, Maria Góralówna, Janina Wójtowicz czy Genowefa Demelowa, nazwiska znane wszystkim, polskim logopedom, z pewnością w grobach się przewracają, obserwując z innego wymiaru osoby, coraz częściej trafiające na terapię mowy. Nie mam tu na myśli coraz młodszych afatyków. Myślę o dzieciach lat 2 do 6, które nie mają potrzeby wzorować się na dorosłych, nie chcą z nimi kontaktu, nie potrzebują rozmowy, ba, prawie nie mówią. Wszystkie te dzieci maja górę zabawek i pluszaków, dostęp nieograniczony do bajek w telewizji czy na komputerze, dostęp do gier o atrakcyjnej grafice i oczywiście smartfona czy tableta bez limitu. I naturalnie według rodziców- wszystko wiedzą i rozumieją. Tylko nie mówią. Więc przyszli, żebym COŚ zrobiła. Czasem mi się wydaje, że ci mądrzy rodzice, którzy potrafią tak wiele różnych, trudnych operacji wykonać, nie wiedzą, że dziecko bez rodzica nie ma szans na rozwój. Mówię im- proszę zabrać mu te przeszkadzacze, a oni patrzą na mnie, jakbym się urwała z XIX wieku. Przecież jak on nie będzie miał bajki, to nie zje, to drugiego dziecka się nie da ubrać, to nie będzie się rozwijać jak rówieśnicy... Znam te wszystkie kontrargumenty. Jeśli rodzic się broni i mówi, że przecież zwariuje, to ja proszę: proszę chociaż spróbować. I co się okazuje po kilku dniach? Zabawki zaczynają interesować, dziecko w nocy śpi spokojnie , a nie rzuca się jak ryba na piachu, zaczyna coś układać i budować, a po 2 tygodniach zaczyna mówić. Wiem, że różnie z tempem i zrozumiałością tej mowy jest. Ale zaczyna się coś pozytywnego wydarzać. Bywa, że trafia się okazja, że jest jakieś dziecka święto i nadgorliwa ciocia kupi gierkę, to wszystkie problemy zaczynają się od nowa. Cóż, można się oburzać, że jakieś stare metody promuję. Tak, stare! Czyli bycie kimś w życiu dziecka, a nie wspólny adres, to jest takie relacje dobrosąsiedzkie. I muszę Ci powiedzieć, że boję się tego świata, który będzie, gdy te dzieci będą dorosłe. Myślisz tak czasem?

 

in Fraszki
18. 06. 08
posted by: Andrzej Curyło

Jestem uzależniony,

w paleniu, piciu, miłości do żony.

Ale sobie pofolguję,

z czegoś pewnie zrezygnuję.

Doradź koleżanko, kolego,

z czego?

in Fraszki
18. 06. 03
posted by: Andrzej Curyło

Oczy podkrążone,

na czole zakola,

a w dodatku jeszcze,

słaba silna wola.

in Fraszki
18. 06. 02
posted by: Andrzej Curyło

Nie pij, nie pal

i myj zęby,

to wtedy

nie wyjdą z gęby.

in Fraszki
18. 06. 02
posted by: Andrzej Curyło

Przyszła wiosna,

wszystko rośnie,

lecz niektórym,

po botoksie.

in Ludzie
18. 05. 26
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Dobrze, że jest taki dzień jak Dzień Mamy. Mogę popatrzeć, ile zawdzięczam swoim dzieciom. Jakbym ich nie miała, może byłabym ociupinkę zamożniejsza, ale z pewnością uboższa o wiele bezcennych wspomnień.

Pamiętam na przykład jak mój mały synek, może wówczas 3 i pół roczny ubierał choinkę. A że był właśnie małym chłopczykiem, to wszystkie choinkowe świecidełka zawiesił na takiej wysokości, do której mógł dosięgnąć. I mieliśmy raz taką choinkę ubraną „miejscowo”.

Pamiętam, także z tamtego okresu, jak mój niejadek na stołówce szkolnej zaniósł kompot pewnemu starszemu panu. Gdy spytałam czy podając powiedział: proszę, moje dziecko zdziwione odparło: ten pan wziął bez proszenia.

Pamiętam jak moje dziecko wyszło z dzieciństwa i przestało chcieć chodzić ze mną za rękę. W drugim tygodniu nauki w pierwszej klasie.

Pamiętam jak 1 listopada w V klasie synek zadeklarował, że on dziś to się pomodli za Juliusza Cezara, bo już nikt tego nie robi.

Pamiętam jak nasza córka lat blisko cztery, osóbka mieszkająca razem z nami i ze sporym i wielkiej łagodności rottweilerem, zobaczywszy jamnika naszych znajomych zakrzyknęła: o myszka!

Przypominam sobie pewną wigilię i prezent pod choinką dla niej: wymarzone narty. Powiedziałam, że nie wolno tam zaglądać, bo prezenty mogą zniknąć. I w połowie kolacji Ania zalała się łzami, bo narty … zniknęły. Choć przysięgam nikt ich nie dotknął, ale ona zerknęła, a że wierzyła bezgranicznie w każde słowo, to …

Pamiętam naszą pierwszą (z pięciolatką) podróż do Bułgarii, na wczasy. Odjechaliśmy 20 km od domu i się zaczęło: daleko jeszcze? A po powrocie taka jej konkluzja: aleśmy się zmęczyli tymi wczasami!

Dlatego w tym dniu dziękuję moim, no dobra- naszym Dzieciom, że są. Bez nich wiele rzeczy i spraw byłoby kompletnie bez wartości.

                                                                                          Wasza mamuś