18. 10. 09
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

W rozmowach ze znajomymi jestem pytana o to, że skoro twierdzę, że wszyscy mówią CO zrobią, a ja wiem JAK, to może przestanę się „przechwalać” i coś na ten temat powiem. Zgoda. Oto jedna z przykładowych kategorii na JAK.

Dużo i często wyjeżdżam.Nie są to wprawdzie jakieś egzotyczne wyprawy, choć bywają i takie. Sporo pracuję, więc często potrzebuję się trochę oderwać. A zawsze staram się zobaczyć coś innego lub inaczej pokazanego, coś co może ubarwić moje życie, czasem dom czy ogród, czasem wspomnienia. Uważam, że należy obserwować świat, różne nowinki i ułatwienia, a potem je przemyśleć i może dopasować do swojej sytuacji lub okoliczności. Ostatnio miałam takie komunikacyjne doświadczenia i przemyślenia. Chciałam sprawę w naszym urzędzie załatwić, krótką, podjeżdżam i oczywiście zero miejsc parkingowych. Natomiast na dwóch miejscach dla samochodów stoją centralnie ustawione dwie motorynki. Naturalnie, jeden pojazd zajmuje jedno miejsce parkingowe. Miałam ochotę chwycić pędzel, wymalować 2 symbole motocykla i podzielić miejsce parkingowe na pól. Na szczęście, mam uczonego znajomego, specjalistę od projektowania parkingów i znawcę znaków drogowych., który dokładnie wyjaśnił mi jak należy się za sprawę zabrać. I już teraz wiem JAK i wiem, że to nie jest trudne, a wielu osobom ułatwi życie i oszczędzi stresu poszukiwania miejsca do zatrzymania się. Podobnie można oznakować miejsce parkingowe dla kobiety w ciąży. Są takie znaki w Rzeszowie, mogą być i u nas. Pomyślałam także, że w centrum naszego miasta rowerzyści często mają problem z bezpiecznym zostawieniem swego bicykla. Widziałam nad Jeziorem Cisa interesujący stojak rowerowy, może się komuś przyda fotografia pokazująca JAK to tam wygląda.

 Kiedy spotykam na swojej drodze dużą przeszkodę, omijam ją, bo wiem, że sama sobie z jej pokonaniem nie poradzę. Kiedy przeszkoda jest mała, taki przysłowiowy kamyk w bucie, ja, ale nie tylko ja, bagatelizuję tę niedogodność. Jakoś się do niej przyzwyczajam i przystosowuję. A potem ze zdumieniem stwierdzam: O! Odcisk mi się zrobił! O, mam dziurę w skarpetce! O! Boli mnie noga, choć nie szłam daleko.Bo chyba większość z nas tak ma, że drobiazgi pomija machnięciem ręki. A przecież gros naszego życiowego bagażu to drobiazgi właśnie. Sądzę, że warto kolekcjonować wartościowe, a szybko pozbywać się szkodliwych.

 

18. 10. 05
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

 

Zastanawiałam się czy napisać choć parę zdań na temat zbliżających się wyborów, czy raczej taktownie pomilczeć. No i coś mi nie daje zachować się taktownie. Czyli jak powiedział klasyk- tracę szansę, żeby milczeć ;-)

Zdecydowałam się kandydować do rady miejskiej i oczywiście nie stało się to ot tak. A do tego, kto mnie zna, wie, że nie za bardzo odpowiada mi rola paprotki. A wymóg parytetu również jest mi intelektualnie obcy.

Czytałam programy, czy też raczej obietnice wyborcze kandydatów do różnych rad, a także moich kontrkandydatów. Wszędzie obietnice i pomysły jedne bardziej, drugie mniej nierealne. Oczywiście wszystkie, a przynajmniej znakomita większość, są z kategorii : CO, a prawie żadna z kategorii :JAK.

Pomyślałam sobie, że ja nie znajduję w sobie takiej siły, żeby moich wyborców przekonać, że to właśnie ja będę gwarantem, że wybudowana zostanie dłuższa droga,szerszy chodnik, większe przedszkole czy żłobek oraz kolejne place zabaw i ścieżki rowerowe itede itepe. Nie mam także pojęcia jak moja marna osoba mogłaby zawalczyć skutecznie z bezrobociem np. budując u nas fabrykę czy coś, co kojarzy się z zatrudnianiem innych.

Jak ja chcę w tej kategorii CO zaistnieć, to muszę zaproponować taki fajerwerk, żeby wszystkich przebić i na wiele lat zapisać się w pamięci moich PT wyborców. Mógłby to być tramwaj do tunelu, bo chyba wyjdzie taniej niż pociąg. Ale jeszcze ktoś mnie z tym na wiek wieków skojarzy i nawet z moich wnuków będą się śmiać, że ich babcia na taki oryginalny koncept wpadła.

To może ogłoszę, że będę pracować usilnie, by nasza gmina od północy graniczyła z Jeziorem Tarnobrzeskim, a od południa z Soliną. U nas mieszka sporo żeglarzy, to im się spodoba i może mi wielu głosów przysporzyć. Przecież nie jeden na przestrzeni dziejów żądał dostępu do morza. To my chociaż dostępu do mniejszego akwenu możemy sobie życzyć. I, jak mi zaraz podpowiedziała moja złośliwa wyobraźnia, między tymi skrajnymi punktami- nazwijmy je T i S obiecam starać się o metro. Albo chociaż jakiś pociąg.

A tak poważnie mówiąc, to zastanawiam się, jak przyjdzie się dogadać wybranym przez nas radnym, skoro już teraz błoto polityki tak bardzo dosięgnęło nasz mały Strzyżów?