in Fraszki
17. 10. 07
posted by: Andrzej Curyło

Zdobył tytuł magistra,

na takich kierunkach,

że dzisiaj jest wykładowcą.

Towaru na półkach.

in Ludzie
17. 10. 06
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Nie ma chyba w tym roku osoby, która nie natknęłaby się na temat zbierania grzybów. Nawet, znany z żartu, hymn grzybiarzy : „Kiedyś cię znajdę” całkowicie stracił na aktualności. Wszelkich grzybów jest  tak wyjątkowo dużo, że mam wrażenie, że nawet ja – totalne beztalencie w zakresie grzybozbierania, gdybym w tym celu poszła do lasu, miałabym szanse uzbierać coś innego niż muchomora czy hubę.

 Mąż mój Andrzej, długo był na  urok tegoż zajęcia odporny. Ale jak zapłonął miłością wielką i wielce odwzajemnianą jakieś cztery lata temu, tak nie ma takiej pogody czy okoliczności, która powstrzymałaby go od pójścia świtkiem bladym do lasu. Oczywiście kiedy grzyby są. Bo takim zadeklarowanym leśnym spacerowiczem bez celu( czytaj bez grzybów), to małżonek mój nie jest. Grzybiarze porzucają wszelki rozsądek – czy deszcz czy mgła, jeśli tylko jest odpowiedni księżyc (???) idą w las,  jak te przysłowiowe ogary. Nie są ważne zdroworozsądkowe stwierdzenia innych domowników typu: nie ma już miejsca w lodówce na zamrożenie kolejnych prawdziwków czy : mamy już dwadzieścia sznurów borowików suszonych. Jak grochem o ścianę.

Współczesni grzybiarze dokumentują swoje zbiory, robiąc sobie słitfocie i wrzucając je – jak to w Trójce mówią – na twarzaka. Oczywiście, aby mieć „fejma” wśród znajomych jako grzybiarz kategorii premium.  Niektórzy znajomi z facebooka reagują na te galerie grzybiane wzruszeniem ramion, inni skrywaną zazdrością, kolejnych to nie wzrusza. Ja z pewnością należę do tych ostatnich. Bo gdy widzę, że ktoś z kolejnego wyjścia do lasu, oprócz grzybów, przyniósł mnóstwo zdjęć, z których wybrał kilkanaście, by je wszystkie, zaraz po powrocie do domu, umieścić na facebooku, to się nieco dziwię. Czyżby  ten superzdrowy nałóg wymuszał dokumentowanie każdego okazu ? Ale ja nie mogę się tu za głośno wypowiadać – jak powiedziałam zbieranie grzybów to nie moja dyscyplina.

Nie mniej, stwierdziwszy, że zbieranie grzybów może takie masy Polaków wyrzucić  z domów do lasu, to wrzucam na luz także w kwestii tych zdjęć. Ważne, że w czasach życia w pozycji siedzącej, ta pasja sprawia, że ludzie chodzą, patrzą w ściółkę, a nie w smartfona, oddychają świeżym powietrzem, dogłębnie wentylując płuca, ćwiczą mięśnie i stawy wykonując setki skłonów czy przysiadów, do czego szalenie trudno się zmusić tak bez większego powodu.Bo przecież dbanie o zdrowie, gdy się jest zdrowym, nie jest zajęciem powszechnym.

Pamiętacie grzybobranie z Pana Tadeusza? Gdyby nie było to zajęcie od wiek wieków praktykowane, istotne, magiczne,typowo polskie, czy znalazłoby miejsce w naszej narodowej epopei?

I tak, bez znaczenia czy to wierszem czy to prozą, ze zdjęciem czy bez, każdy może swojemu zdrowiu zrobić dobrze. Do zrobienia sobie dobrze wystarczy las, koszyk wilkinowy i ostry nożyk.

in Fraszki
17. 09. 24
posted by: Andrzej Curyło

Żeby informacja lepiej się sprzedała,

ona nie ukradła, ona zajebała.

in Fraszki
17. 09. 23
posted by: Andrzej Curyło

W dupie mam interpretację,

kiedy ty masz zawsze rację.

in Ludzie
17. 09. 22
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Odmładzające pisanie

Napisałam ten tekst odręcznie. Skłoniła mnie do tego seria rozmów z rodzicami pierwszoklasistów narzekających, że znów się zacznie to mozolne wypełnianie zeszytów literami dużymi i małymi polskiego alfabetu. Ich konkluzja : to bez sensu, przecież WSZYSCY piszą WSZYSTKO na komputerach.  Odręcznie podpisujemy się na dokumentach i biorąc kredyt. Ważne jest przecież co piszemy, a nie jakim charakterem pisma. 

Ja natomiast całkowicie się z tym nie zgadzam. I robię to nie tylko jako osoba legitymująca się tzw. ładnym pismem. Także dlatego, że jestem prawnuczką nauczyciela kaligrafii, a to już zobowiązuje. Przygotowując się kiedyś do zajęć praktycznych ze studentami logopedii, rozmyślałam nad powodami takiej a nie innej ich konstrukcji. Między innymi nad tym czemu od lat dysponując programem logopedycznym na komputer (wymóg NFZ), zupełnie z niego nie korzystam. Wręcz głośno mówię – im więcej logopedów pracujących w oparciu o gry i programy komputerowe, tym mniej efektów, na których logopedzie zależy, a po które osoby się do gabinetów logopedycznych fatygują. 

To po co takie wymogi?  A no, taka jest teraz tendencja, niby świadcząca o nowoczesności nauczania. Żeby uczeń zamiast notatkę pisać, otrzymywał tzw. wklejkę, a zamiast wypowiedzieć się i zająć stanowisko, napisał tzw. projekt. Na komputerze naturalnie.

Bodajże szwajcarscy uczeni doświadczalnie sprawdzili, że nasze szare komórki zupełnie inaczej zachowują się gdy piszemy na klawiaturze (blado i niemrawo), a inaczej podczas pisania odręcznego. Reakcja w tym drugim przypadku została określona jako burza elektryczna neuronów. Różnice widać w całym mózgu, ale najbardziej w obszarze Broki, a więc tym, który odpowiada za zdolność mówienia oraz za płynność wypowiedzi. Podczas tych badań osoby badane pisały odręcznie milcząc, a mózg zachowywał się jakby uczestniczyły w bardzo burzliwej debacie. Samo pisanie (piórem czy długopisem) angażuje tak wiele sfer, że ich wymienianie zasługuje na jakiś akademicki wykład, a nie to jest moim celem. Nie gloryfikuję czasów przed inwazją techniki i technologii, dla samego gloryfikowania czasów mojej młodości. W tamtych latach młodzi ludzie nagminnie byli strofowani za „pyskowanie”, co nijak się nie da porównać z dzisiejszą mową nienawiści. Młodzi ludzie gorąco dyskutując brali swe zdanie w obronę i potrafili robić to nad wyraz skutecznie.

A teraz? Dzieci mają nadaktywne kciuki (smartfony, tablety, ekrany dotykowe), piszą sms-y przesuwając palcem od litery do litery (swipe), zupełnie nie dbając o dokładność i precyzję, bo niby w jakim celu?

I jaka z tego pointa? A taka, że jestem zwolenniczką dbania o dobrą kondycję swojego mózgu. Dlatego praktykuję, promuję i zachęcam do jego odmładzania. Sposoby są ogólnie dostępne : taniec, pływanie, odręczne pisanie, czytanie ( tekstów dłuższych), rozmowy, wspólne działania. 

Wszystko to, o czym powyżej, zwyczajnie odmładza tak psyche jak physis. W naszym domu jest sporo dużych luster, więc uwierz mi wiem, co mówię.

in Fraszki
17. 09. 17
posted by: Andrzej Curyło

Jaką człowiek ma uciechę,

zabijając kogoś śmiechem?

in Fraszki
17. 09. 16
posted by: Andrzej Curyło

Nie będę niczego ściemniał,

powiem krótko to i szczerze,

człowiek w walce o koryto,

czasem gorszy jest niż zwierzę.

in Ludzie
17. 09. 15
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Jak to u Was jest w sypialni, czyli sypiając ze…. zwierzakiem.

Czy Wy Czytelniczki moje kochane też tak macie, że jest wam zawsze zimno i musicie spać jak mumia okręcona w kołdrę od nosa po stopy, oczywiście pod stopy z podłożeniem? Nie wiem jak to się dzieje, że facetowi jest zawsze ciepło, a nam ciągle dokładnie odwrotnie. Niedawno staliśmy się właścicielami mega wielkiej kołdry, bo mąż mój zaprotestował przeciwko notorycznemu ściąganiu jej z siebie. Nasza kołdra została położona w poprzek niemałego łoża i teraz jest ok. Przynajmniej dla mnie. Jak to powiadała nasza  córka – nie lubię jak coś mnie ciaśni. Ale są wyjątki. 

Mieliśmy kiedyś psa, wspaniałego, mądrego i łagodnego rottweilera Hulita. Miał cudowną umiejętność przenikania do łóżka i zasypiania w nim w sekundę. Wystarczyło, że mój mąż wyszedł z łóżka na moment – już na jego miejscu „od daaawna” spał Hulit. Muszę przyznać, że kiedy w tymże łóżku byłam tylko ja, Hulitek nie zawracał sobie głowy udawaniem i podchodami, tylko radośnie wskakiwał na nie i układał się oczywiście centralnie. Nie zasypiał także od razu, ale domagał się drapań i przytulasków. Nasz kolejny pies, berneńczyk Darwin, miał zwyczaj sprawdzania reakcji na włażenie do łóżka. Najpierw kładł głowę, potem pod głowę podkładał łapę, następnie przeciągał się tą już położoną łapą i po chwili dokładał drugą przednią. Jeśli w tej chwili nie było naszej reakcji, w kolejnej, bezszelestnie przenikał resztą ciała na łóżko. Oczywiście działo się to w tzw. nogach. I tak ostatecznie mogłoby zostać, ale gdy pieseczek zasypiał głębokim snem, wchodził w takie grzmiące chrapania, że pokonywał w tej materii Andrzeja, budząc go i… tu się kończyło Darwinkowe spanie w łóżku. Mój mąż nie znosi konkurencji :-D Nasz obecnie władający nami piesek, psinka raczej, efekt mezaliansu mamy shi-tzu do uroczego yorka, Zumba, zupełnie się nie domyśla, że psy mogą NIE SPAĆ w łóżku ludzi.       W naszym łóżku sypiały także wszystkie nasze koty i jakoś nikt z nas nie zapadł na żadną chorobę odzwierzęcą ani się nie zarobaczył. Jasna rzecz, że do łóżka wolno wejść zwierzęciu czystemu, a nie takiemu po spacerze w listopadową ulewę. Nasze dzieci nie miały w dzieciństwie jakoś specjalnie wiele obowiązków, ale karmienie i wyprowadzenie psa prawie zawsze do nich należało. Hasło: „bo pies/kot sam sobie nie weźmie” było na porządku dziennym.

Psy były zawsze naszym wyborem, natomiast koty najczęściej były przerzucane przez parkan przez - jak ja to złośliwie mówię - katolicki naród podkarpacki. I mieszkały z nami - czasem krótko, czasem znacznie dłużej. Zawsze leczone, karmione, głaskane, lubiane bardzo, często sterylizowane. Teraz oczekujemy na zabranie nam spod okien sporego ruchu samochodowego i przeniesienie go na – trala-la-la, bum-cyk-cyk (to objaw radości na samą myśl o tym cudownym zdarzeniu) – zatem, przeniesieniu go na prawdziwą, rasową, a co ważne, daleko od nas, obwodnicę. I wtedy sami sobie wybierzemy kotka, a jak trzeba będzie coś przygarnąć z ogródka, to też to zrobimy.

Bo jak mówi stare powiedzenie: dom bez zwierząt jest zwykłym mieszkaniem. I wprawdzie zwierzę nie ma równych z nami praw, ale „jeżeli mnie oswoisz będziemy się nawzajem potrzebować” – pamiętasz ten (ważny dla nas życiowo) dialog lisa z Małym Księciem?

in Fraszki
17. 09. 10
posted by: Andrzej Curyło

Wyszedł z cienia,

na jelenia.

in Fraszki
17. 09. 09
posted by: Andrzej Curyło

Idź już spać

rzekła kobita;

miękka kita.