in Fraszki
17. 12. 24
posted by: Andrzej Curyło

Niejedną młodą

nakrył swoją brodą.

in Fraszki
17. 12. 23
posted by: Andrzej Curyło

Gdybym inna miał kobitę,

dawno bym odwalił kitę.

in Ludzie
17. 12. 22
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Jak się czujecie z wszechobecnymi życzeniami? Na ścianach, murach, wystawach, w klapach sprzedawców sklepów, w radiu i w telewizji, której wprawdzie nie oglądam, ale sądzę, że też? Nie czujecie się osaczeni? I nie jest to zalewanie serdecznością, ale bez emocji wyrzucane zewsząd: weeesooołyyych świąaąt! Nic prawdziwego za tym najczęściej nie stoi, ale też nic nie kosztuje rzucić przed siebie takie stwierdzenie.

Myśląc o życzeniach, najczęściej imaginuję sobie osobę, do której się zwracam. I albo życzę w kontekście tej konkretnej osoby, albo wcale. Zwłaszcza obecnie, gdy legendarne już „dwóch Polaków i cztery opinie” podlewa sos politykierstwa. Boję się świątecznych spotkań, podczas których trzeba będzie unikać tematów rodzinnie wrażliwych, a do tego uważać na przekonania współświętujących.

Zatem kochany Czytelniku naszego bloga, życzę Ci byś w Święta zwłaszcza, ale po nich także, czuł  bliskość tych, z którymi chcesz być blisko. Życzę bycia dla kogoś ważnym, zupełnie nie dlatego co i ile możesz. Życzę, by życie miało kolor, wdzięk, radość i sens. Jeśli lubisz roślinne porównania – kwitnij i owocuj. Wolisz zwierzęce – niech się powodzenie, czy wręcz bogini Fortuna, do Ciebie łasi jak kot. Przekonuje Cię świat przedmiotów – niech to, co przed Tobą, będzie poskładane, sensowne i przewidywalne. Wolisz jakieś motoryzacyjne treści, niech Ci się darzy we wszystkim i zawsze z imponującą prędkością. Lepiej się czujesz filozofując, życzę Ci więc, by dobro, które czyniłeś bezzwłocznie wróciło do Ciebie. Wierzącym życzę błogosławieństwa Dzieciny.

A wszystkim tolerancji, pomyślności i zielonych świateł na drodze życia.

in Ludzie
17. 12. 17
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

No tak, jestem uzależniona od lat. I to, że także od lat, nałogu nie praktykuję faktu nie zmienia.

W palenie wchodziłam z trudem, nie wiedziałam jak to się robi, połykałam dym, płakałam, bo gryzł mnie w oczy, ale bardzo chciałam się nauczyć palić. Uczyła mnie koleżanka, nieco ode mnie starsza, z bardzo dobrego domu. Oczywiście imponowała mi. Wreszcie z biedą nauczyłam się zaciągać. Z paleniem byłam blisko przez czas : „do po studiach”. W rok po urodzeniu się naszego syna miałam kłopoty ze zdrowiem i pierwszy raz na serio pomyślałam : kiedyś umrę. To niesamowita myśl. Do dziś pamiętam to zaskoczenie. Nie dziw się, myśl o śmierci to nie jest problem do rozważań zdrowego, młodego człowieka. I zdałam sobie sprawę, że chcę zrobić coś, co mojego życia przynajmniej nie skróci. Najłatwiej rzucić palenie. Bo przecież mogę w każdej chwili. 

I okazało się, ku mojemu zaskoczeniu, że taka każda chwila w żaden sposób nie chciała nastąpić. Nie działało „od jutra”, „od poniedziałku”, „od pierwszego”, a wręcz paliłam jakby na zapas, więc zdecydowanie więcej. Wymyśliłam sobie taką „umowę” z Opatrznością : za opiekę i dobrostan mojego dziecka, w każdym roku nie będę palić przynajmniej miesiąc. Bo jak nie, to… I słuchaj – zadziałało. Kilkanaście lat palenie moje przebiegało tak, że robiłam przerwy czasem miesiąc, czasem 3 miesiące, raz nie paliłam półtora roku. Ale to nie było rzucenie palenia, to była przerwa w nim. Zaplanowana na przerwę o nieokreślonym czasie trwania.

Nie identyfikowałam się z palącymi, nie paliłam w pracy, jeśli jechałam pociągiem, nie wybierałam wagonów dla palących (kiedyś takie w pociągach były, serio), obrzydzał i dławił mnie zapach papierosów we włosach, ubraniu czy firankach. Ale to wciąż było za mało, żeby powiedzieć sobie: już nigdy nie zapalę papierosa.

W 2000 roku poznaliśmy Anię, naszą córkę, która w kategorii mieszkańców domów dziecka była zupełną rzadkością. Mianowicie, zastała pozostawiona w szpitalu po urodzeniu i nigdy, nawet sekundy, nie spędziła w domu swoich rodziców. Chcieliśmy, żeby została naszym dzieckiem. Wydawało się, że na poziomie sądu będzie bez problemu. Błąd. Rodzice biologiczni, którzy przez 3 lata i 10 miesięcy jej życia mieli z nią udokumentowany kontakt 7 razy (w to wlicza się także telefon do placówki!!!), zapałali nagłą miłością i… pierwszą sprawę przegraliśmy. Wtedy zrobiłam takie przyrzeczenie: Boże, jeśli wygramy na drugiej rozprawie, to już nigdy nie zapalę papierosa.

Ania jest naszą córką od 17 lat. Nie palę lat tyleż samo. Ale nałóg we mnie jest, wiem to. Kiedyś byłam na wycieczce w Izraelu. Na jakiejś kolacji zapaliłam, wraz z wszystkimi, sziszę, jakieś jabłkowo - różane aromaty. Efekt : przez pół roku z tyłu głowy miałam myśl o zapaleniu papierosa.

Możesz nie akceptować metod moich walk z nałogiem. Wolno Ci. Ale myślę sobie, że nie udałoby mi się, gdybym nie miała dla kogo. W moim życiu to ważne słowa. Mieć dla kogo.

in Fraszki
17. 12. 16
posted by: Andrzej Curyło

Niejeden biznesmen splajtował,

bo tylko wkładał, nie inwestował.

in Fraszki
17. 12. 15
posted by: Andrzej Curyło

Najpierw zażył Marychę...

potem Krychę, Zdzichę...

in Fraszki
17. 12. 10
posted by: Andrzej Curyło

Niech ci nigdy nic nie zwisa,

niech ci każdy daje kisa,

pocałunek wrogi, bratni,

ważne by nie był ostatni.

in Fraszki
17. 12. 09
posted by: Andrzej Curyło

Jeździsz pan po pijaku!

Odpowiedź ma taka:

do dziś nie przejechałem,

żadnego pijaka.

in Ludzie
17. 12. 08
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Straszne uczucie. Niszczące zawistnika i obiekt zawiści czasem także. I młodsze rodzeństwo zawiści – zazdrość. Naturalnie, niestety, wszechobecna. O ile zazdrość może wynikać z poczucia niższej wartości, to ciekawe z czego zawiść wynika? Jakieś przykłady? A proszę bardzo.

Mamy basen koło domu, zwykły, przedtem był rozporowy, teraz od 2 lat jest na stelażu. Taki basen każdy posiadacz kawałka ogródka może sobie kupić w Obi czy w innym Praktikerze. Na sezon rozkładamy go i pluszczemy się w nim czy też opalamy na dmuchanych fotelach. Pewnej letniej nocy ktoś wszedł do naszego ogrodu i basen nam przedziurawił. Taki „życzliwy” psikus nam zrobił. Nie będziemy się tu puszyć i amerykańskie mody na Polskę B sprowadzać.

Albo taka sytuacja: poproszono mnie parokrotnie żebym coś przeczytała publicznie. Raz były to wiersze, innym razem „Pieśń nad pieśniami”. Między nami mówiąc, zdarzyło mi się w słusznie minionych czasach PRL-u brać udział we wszelakich konkursach recytatorskich, zajmując najczęściej liczące się miejsca. Dlatego mam świadomość, że interpretować tekst potrafię dobrze. No to potem dowiedziałam się, że kreuję się na lokalną celebrytkę. Mnie się wydawało, że ja coś robię i z tych moich działań jestem znana. A okazuje się że to działania na pozór, żeby się pokazać i.... wykreować.

Byłam kiedyś w gronie osób, wydawało mi się, mi życzliwych. Nastawienie miałam bardzo promienne. Był to jeden z dwóch szczęśliwych momentów z życia kierowcy, mianowicie kupiłam, a dokładnie wzięłam w leasing nowe auto. Nie, nie przechwalałam się tym, zupełnie nawet nie wspominałam, że tak zrobiłam. I tak jakoś przy okazji tematów motoryzacyjnych usłyszałam, że uczciwy człowiek to kupuje używane auto, bo go na więcej stać nie będzie w tym kraju. A nowe to kupują przekręciarze czy inne nieuczciwe typy. A leasing to furtka dla tych co oszukują na podatkach i tychże skarbówka powinna gonić jak psy! (Czemu psy?)

Zastanawiam się czemu czyjś sukces, sukcesik, sukcesiątko, tak ciężko wielu ludziom znieść, choć często ich usta pełne są wyrazów szacunku i oficjalnej sympatii.

Nie widać drogi dojścia do efektu. Widać efekt. I tak jest łatwiej, bo nie trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czemu ja mam jak mam?

in Fraszki
17. 12. 03
posted by: Andrzej Curyło

Nigdy mi nie stanie

jak masz tyle w stanie.