in Fraszki
17. 08. 19
posted by: Andrzej Curyło

Balanga to była taka,

że wróciłem na czworakach.

17. 08. 18
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Jakie masz skojarzenia ze Słowacją? Słowacki Raj, Tatralandia i inne baseny, nadgorliwa policja i sprawy bezdyskusyjnej pokuty w przypadku wykroczeń drogowych, piwo Złoty Bażant, dużo Romów, narty, haluszki, i…. to by było na tyle, jak mawiał specjalista mniemanologii stosowanej, Jan Tadeusz Stanisławski.

Część Polaków jadąc na Bałkany musi przez Słowację przejechać, ale jako, że jest to stosunkowo niedaleko od domu, nie traktuje się jej jakoś szczególnie zagranicznie. Czyli, jakby powiedzieli politycy pewnego rozpadłego w czasach słusznie minionych kraju - bliska zagranica. Prawdę mówiąc, dość długo Słowacja była dla mnie białą plamą - sporą, bo jednak od Tatr po Dunaj. Kiedyś otarłam się o Bratysławę i ze zdumieniem stwierdziłam, że to może być nie tylko dobre miejsce na nocleg podczas zwiedzania Wiednia, ale nawet ostateczny cel podróży.

Do Vrbova jeździłam kilkakrotnie, co oczywiste dla miłośniczki wód termalnych, ale dopiero niedawno postanowiłam nieco poznać Spisz. Ponieważ, obrazowo mówiąc, są to tereny po drugiej stronie Łysej Polany, być może komuś moje wrażenia podpowiedzą krótki wypad w te strony. 

Ostatnio poznałam niezwykłą historię zamku kieżmarskiego z elementem polskim w tle. Nie wdając się w historyczne szczegóły (kto mnie zna wie, że historia to dla mnie materia ledwo znana z widzenia) - początkiem XVI wieku zamek został podarowany szlachcicowi polskiemu Hieronimowi Łaskiemu, którego syn, Olbracht - birbant i awanturnik, ożenił się ze starszą od siebie o 21 lat Beatą Kościelecką. Potem uwięził małżonkę w zamku kieżmarskim, zmusił do przepisania na siebie całego swojego majątku, po czym więził ją tam wiele lat w niedostatku. Reasumując- ślad polski jak najbardziej historyczny. Czy snująca się po zamku zjawa to Beata?  Tak mówią.

O 25 km od Vrbova leży Lewocza, miasto będące w przeszłości stolicą Spiszu, słynne z najwyższego na świecie gotyckiego ołtarza autorstwa Pawła z Lewoczy (niektóre źródła podają, że miał być uczniem Wita Stwosza). W rynku znajduje się znana w okolicy klatka hańby. Do niej na dobę zamykano te występne kobiety, które wychodziły bez mężczyzn po zmierzchu. Gdyby te zasady nadal obowiązywały, nie wyobrażam sobie rozmiarów współczesnej klatki hańby. W Lewoczy znalazłam dwa polskie ślady: dom Sebastiana Krupka, krakowskiego kupca oraz Polską Bramę - jedną z trzech bram murów obronnych, wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Fasada domu S. Krupka widocznie nadgryziona zębem czasu. Jakoś tak mi się pomyślało, że nie takie nieruchomości odzyskiwali bynajmniej niespadkobiercy. Więc może w Krakowie są jacyś potomkowie kupca Sebastiana…

Ogromne wrażenie zrobił na mnie Spiski Hrad, w zasadzie ruiny średniowiecznego zamczyska, z przełomu XI i XII w. Jak na swój wiek i przejścia prezentuje stan więcej niż dobry. Dla mnie - do teraz onieśmiela potęgą. A jakież dopiero robił wrażenie w czasach, w których był budowany… Przez tę monumentalność spełniał swoje zadanie-kolos mający strzec północnych granic węgierskiego państwa. Warownia zajmuje ponad 4 hektary. Nad nią góruje okazały donżon, na który nie wyszłam, bo – przyjmijmy – że wiało. Ale jeszcze kiedyś to zrobię, tak sobie obiecałam. Przyjadę jeszcze raz. Zresztą, nie tylko w tym celu. Nie zdążyłam być przy gejzerze Siwa Broda, nie byłam w Spiskiej Kapitule, ledwo zerknęłam na Spiską Nową Wieś( która dla niepoznaki jest uroczym miasteczkiem), nie pojechałam do Spiskiego Czwartku jeszcze raz popatrzeć na przepiękne witraże kaplicy Zapolyów. 

Wiele jeszcze przede mną. Jak to dobrze, że ta Słowacja to taka bliska zagranica.

in Fraszki
17. 08. 13
posted by: Andrzej Curyło

Całe mieszkanie przewertował,

w poszukiwaniu dobrego słowa.

in Fraszki
17. 08. 12
posted by: Andrzej Curyło

Gdy szwankują instrumenty,

gdyś już jak saksofon zgięty,

życia muza nie gra wcale,

czas myśleć o futerale.

in Ludzie
17. 08. 11
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Nie będzie eseju w ten piątek. To jest miał być, taki radosny, letni i żartobliwy. Ale ponieważ właśnie umarł kolejny kawałek mojego dzieciństwa, to nastrój jakby nie ten. Sama się zastanawiam jak to jest, że choć emocje łączące mnie z tą osobą która odeszła – od wielu lat żadne, a kiedyś bardzo wielkie, to smutno mi. Nad czym? Nad latami, które minęły, nad ludźmi, którzy są ze mną na zdjęciu – a z żyjących jestem na nim ja z bratem... A może to tak: uświadamiam sobie przez tę śmierć, że pokolenie, z którego jestem, powoli staje się tym coraz starszym. O ile oni kiedyś nad nami roztaczali parasol opieki, to teraz już całkiem inne mają zajęcia. A my? Przecież w środku ciągle dzieciaki, z pomysłami czasem godnymi rówieśników własnych dzieci. I nawet jeśli nie wypada, to gdy nie ma dzieci w domu różnie jest z grzecznością. 

Jako młoda matka odwiedzałam stryjostwo. Trafiłam na spotkanie towarzyskie. Siedziałam wśród gości i nagle któryś z biesiadników powiedział: A wiecie Franek został pradziadkiem. I w odpowiedzi od kogoś: coś takiego!! Taki młody chłopak!! Halo jaki chłopak? Pradziadek-chłopak? 

Kiedy chodziłam do liceum, w maturalnej klasie, nasza koleżanka zaczęła spotykać się z uczącym nas matematykiem, człowiekiem świeżo po studiach. To czas był taki, że niewiele nas mogło zaskoczyć, a już absolutnie nie to, że ktoś z ledwo dostatecznej uczennicy, przeistacza się przed maturą w matematycznego orła. Ale żeby spotykać się z takim dziadkiem…

Dziadek, pradziadek, ciocia, stryj - w strumieniu przemijania.

17. 08. 08
posted by: Urszula Rędziniak
fot. Pixabuy

 

Wiersz Urszuli Rędziniak z tomiku „Nim zabierze nas wiatr”. Ula jest strażakiem, prawniczką, mamą i poetką, co nie pisze do szuflady.

 

widzę że jesteś głodna

chłodu północy pełnej ziaren 

 

słońce obudziło pragnienie

gdy noc kochanków zgasła

przed świtem nim jedna z gwiazd

spadła lotem błyskawicy

 

prawdopodobieństwo zamarło

w bezruchu i tylko nagi księżyc

zerknął nieśmiało do ogrodu duszy

w poszukiwaniu ambrozji

 

nie ma żaru świetlików

ani muzyki świerszczy

jedynie ten zapach

niesiony przez wiatr

 

i  tylko kłosy złotowłose

zerżnięte stoją dumnie

czekając na znak spełnienia

w pełni świadome swej wartości

 

a bochen chleba

pachnie dostojnie

wzbudzając apetyt na życie

 

in Fraszki
17. 08. 06
posted by: Andrzej Curyło

Można satysfakcji zaznać,

gdy nie wyszło się na błazna.

in Fraszki
17. 08. 05
posted by: Andrzej Curyło

Zapędził kaczor kaczkę w sitowie.

Co się tam działo, nikt się nie dowie.

in Ludzie
17. 08. 04
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Dni parę wstecz byłam na imieninach kolegi. Jak każdy, nawet ten, który regularnie ociera się o pracoholizm, mam jakieś życie towarzyskie. I to właśnie jest tego przejaw. Spotykamy się w podobnym składzie od dawna i jest to towarzystwo w znakomitej części miłe memu sercu. Od jakichś 3-4 lat czynię „socjologiczne” obserwacje jednej z par. W tym okresie znacząco wzrosła im stopa. I psychika nie wytrzymała. Jak narty, to we Włoszech, jak Sylwester, to w Wiedniu lub w jakimś ciepłym kraju. Jak dzieci zawalają studia, to jest to planowana zmiana kierunku, jak samochód, to tylko taki, jakim oni ostatnio jeżdżą. I to ciągłe nawiązywanie do braku czasu i rozlicznych zajęć, do zaproszeń sypiących się zewsząd. Przechwałki, wachlowanie się swym pawim ogonem, niedopuszczanie innych do głosu, przekrzykiwanie dyskutantów. Dobrze mnie zrozum - cieszę się, gdy komuś się lepiej powodzi. Ale nie widzę powodu, by dać sobie wmówić, że to wstyd nie być w Wiedniu na Sylwestra, a na narty jechać na pobliski wyciąg .Tak sobie myślę, że dla niektórych życie to czas wdrażania dewizy: „moje jest najmojsze”. Obserwuję dziwaczną tendencję, polegającą na braku prywatności. Idę na rower z dzieckiem - zdjęcie w windzie czy przed domem i na fejsika. Mam coś do powiedzenia komuś najbliższemu, to ogłaszam to na cały świat - przez facebooka czy innego insta. I nie ważne jak bardzo jest to prywatna informacja. A niech wszyscy wiedzą jak bardzo kochamy/ nienawidzimy/cierpimy/cieszymy się/…./- wybierz sobie co Ci akurat pasuje.

Nie mam się za cyfrową ignorantkę. Może nie jakaś biegłość, ale staram się nadążać i na technikę się nie obrażać. Pewna doza osobistości, prywatności, poufności w moim życiu ma duże znaczenie. I tak sobie myślę, że takie życie na pokaz jest tylko po to, aby zademonstrować jakiś fałsz. Taki społeczny photoshop. Udawanie, że jest jakoś (oczywiście perfekcyjnie), jakby bez tego potwierdzenia przed światem zewnętrznym, to życie albo znikło, albo było mniej ważne. Konkludując - najlepiej byłoby gdybyśmy naszym nowobogackim znajomym, mogli uświadomić, że są męczący ze swoimi przechwałkami. I że lubimy ich nie dlatego, że coś kupili i gdzieś byli. A kolorowanie rzeczywistości, które praktykują, idzie ramię w ramię z  przekłamaniami, które są uchwytne, lecz my machamy na nie ręką. Aaa, dobra… niech sobie pogadają…

Tytułowa sentencja „Omnis homo mendax”, nie znaczy - jak tłumaczył w pewnym filmie jeden więzień-„ każdy pedał to menda”, lecz „każdy człowiek jest kłamcą”. Jest tylko kwestia czy ten „każdy” o tym wie? I czy kłamiąc wie, że kłamie i że inni też to wiedzą? Bo kłamstwo to nie tylko krótkie nogi i długi nos, ale nastawienie na własny interes i brak poczucia lojalności. Jak to się mówi - kłamstwem można daleko zajść, ale nie zawsze da się wrócić.

17. 08. 01
posted by: Tanie Historie

Dziś debiutuje u nas kolejna gościnna gwiazda, człowiek wielce zabawny i autor Tanich Historii, z życia lub jakby z życia wziętych, którymi zechciał podzielić się z nami na łamach Loqueris. Więcej Tanich Historii możecie przeczytać pod tym linkiem (fb).

Dramatis Personae: Motorniczy [M], Pan w podeszłym wieku [P], Narrator [N].

Miejsce akcji: tramwaj 24

<Tramwaj zatłoczony. P i N siedzą blisko kabiny motorniczego>

M: Uwaga pasażerowie: z powodu awarii trakcji przejazd do Bronowic będzie odbywał się przez Plac Wszystkich Świętych, a nie Dworzec Główny. Uwaga pasażerowie […].

<w reakcji na komunikat, duża grupa pasażerów przepycha się na czoło tramwaju zasypując motorniczego pytaniami w stylu: „To nie staje pan na Dworcu Głównym?”, „A na Batorego jedzie?”, „Zatrzyma się pan na Placu Inwalidów”, „Czy przystanek Biprostal to będzie?”. Motorniczy początkowo dzielnie przytakuje, ale wraz z kolejnymi pytaniami, staje się coraz bardziej opryskliwy>

P <pochylając się do N>: Ja wiem, że to grzech, ale czasami to ja proszę pana chcę, żeby oni wszyscy umarli...

N: I to pana martwi?

P: Nie. Ale chciałem, żeby ktoś jeszcze to wiedział.