Jak to u Was jest w sypialni

17. 09. 15
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Jak to u Was jest w sypialni, czyli sypiając ze…. zwierzakiem.

Czy Wy Czytelniczki moje kochane też tak macie, że jest wam zawsze zimno i musicie spać jak mumia okręcona w kołdrę od nosa po stopy, oczywiście pod stopy z podłożeniem? Nie wiem jak to się dzieje, że facetowi jest zawsze ciepło, a nam ciągle dokładnie odwrotnie. Niedawno staliśmy się właścicielami mega wielkiej kołdry, bo mąż mój zaprotestował przeciwko notorycznemu ściąganiu jej z siebie. Nasza kołdra została położona w poprzek niemałego łoża i teraz jest ok. Przynajmniej dla mnie. Jak to powiadała nasza  córka – nie lubię jak coś mnie ciaśni. Ale są wyjątki. 

Mieliśmy kiedyś psa, wspaniałego, mądrego i łagodnego rottweilera Hulita. Miał cudowną umiejętność przenikania do łóżka i zasypiania w nim w sekundę. Wystarczyło, że mój mąż wyszedł z łóżka na moment – już na jego miejscu „od daaawna” spał Hulit. Muszę przyznać, że kiedy w tymże łóżku byłam tylko ja, Hulitek nie zawracał sobie głowy udawaniem i podchodami, tylko radośnie wskakiwał na nie i układał się oczywiście centralnie. Nie zasypiał także od razu, ale domagał się drapań i przytulasków. Nasz kolejny pies, berneńczyk Darwin, miał zwyczaj sprawdzania reakcji na włażenie do łóżka. Najpierw kładł głowę, potem pod głowę podkładał łapę, następnie przeciągał się tą już położoną łapą i po chwili dokładał drugą przednią. Jeśli w tej chwili nie było naszej reakcji, w kolejnej, bezszelestnie przenikał resztą ciała na łóżko. Oczywiście działo się to w tzw. nogach. I tak ostatecznie mogłoby zostać, ale gdy pieseczek zasypiał głębokim snem, wchodził w takie grzmiące chrapania, że pokonywał w tej materii Andrzeja, budząc go i… tu się kończyło Darwinkowe spanie w łóżku. Mój mąż nie znosi konkurencji :-D Nasz obecnie władający nami piesek, psinka raczej, efekt mezaliansu mamy shi-tzu do uroczego yorka, Zumba, zupełnie się nie domyśla, że psy mogą NIE SPAĆ w łóżku ludzi.       W naszym łóżku sypiały także wszystkie nasze koty i jakoś nikt z nas nie zapadł na żadną chorobę odzwierzęcą ani się nie zarobaczył. Jasna rzecz, że do łóżka wolno wejść zwierzęciu czystemu, a nie takiemu po spacerze w listopadową ulewę. Nasze dzieci nie miały w dzieciństwie jakoś specjalnie wiele obowiązków, ale karmienie i wyprowadzenie psa prawie zawsze do nich należało. Hasło: „bo pies/kot sam sobie nie weźmie” było na porządku dziennym.

Psy były zawsze naszym wyborem, natomiast koty najczęściej były przerzucane przez parkan przez - jak ja to złośliwie mówię - katolicki naród podkarpacki. I mieszkały z nami - czasem krótko, czasem znacznie dłużej. Zawsze leczone, karmione, głaskane, lubiane bardzo, często sterylizowane. Teraz oczekujemy na zabranie nam spod okien sporego ruchu samochodowego i przeniesienie go na – trala-la-la, bum-cyk-cyk (to objaw radości na samą myśl o tym cudownym zdarzeniu) – zatem, przeniesieniu go na prawdziwą, rasową, a co ważne, daleko od nas, obwodnicę. I wtedy sami sobie wybierzemy kotka, a jak trzeba będzie coś przygarnąć z ogródka, to też to zrobimy.

Bo jak mówi stare powiedzenie: dom bez zwierząt jest zwykłym mieszkaniem. I wprawdzie zwierzę nie ma równych z nami praw, ale „jeżeli mnie oswoisz będziemy się nawzajem potrzebować” – pamiętasz ten (ważny dla nas życiowo) dialog lisa z Małym Księciem?

Komentarze   

0 # U. 2017-11-14 19:41
Taki mam nius - obwodnica wciąż w trakcie prac inicjujących jej istnienie, a koteczek już jest.Tym razem nie przerzucony przez parkan, lecz przywieziony z honorami Yume, po naszemu Jumik Jumiś, Jumiczek czyli nasz lewek wymarzony, piękny norweski leśny. Na smyczy już chodzi, wprawdzie póki co po ogródku, ale już bez protestów. Zumba zaakceptowała nowego domownika. Jumiś wprawdzie preferuje Ani towarzystwo, ale nie ma wyboru, musimy mu wystarczyć my i nasza sypialnia :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # J 2017-09-24 00:21
Mój kochany koteczek gości w moim domu od 3 lat i chociaż wielu moich znajomych nie podziela mojej miłości całowania przytulania i spania z kotem to ja wprost uwielbiam jak wracam z pracy a moj cieplutki sierściuszek kładzie się wtulając w moja noge.. Rano budzi mnie do pracy a gdy choruje czuwa nade mną i nie opuszcza ani na krok. I jak tu nie kochać..
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Marzynia 2017-09-20 17:53
Niestety, nie podzielę cierpień moich sióstr w kwestii "zimnych nóżek", albowiem od lat to JA mam gorące nogi (i wszystko), a mąż grzeje swoje na mnie :-D Co do zwierzątek domowych, to Ula masz szczęście, że nie mieszkasz na wsi, bo u mnie koty wlazują przez uchylone okno (patrz wyżej: mnie jest ZAWSZE gorąco) i pakują się z całym pstrągowskim błotem do łóżka. Dlatego nasi goście muszą się zapowiadać na noc, bo inaczej musieliby spać w pościeli batikowanej kocimi łapkami :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Olga 2017-09-16 09:01
Wychowywałam się wspólnie ze zwierzakami, gdzie koty, psy to było takie moje ,,młodsze rodzeństwo". Troszczyłam się o nie, ale przede wszystkim BAWIŁAM SIĘ Z NIMI !!! Kocham zwierzęta i pewnie poniekąd dlatego, św. Franciszek to mój ulubiony święty. Pies wie, że nie może sobie wskakiwać do łóżka i na kanapy ... kiedy widzimy ;) Chociaż, w ferworze zabawy te zasady notorycznie są łamane, a my ,,człowieki" w ich łamaniu mamy dość znaczący udział. Rozbraja nas głośnym szczekaniem, gdy próbujemy zrobić jakiś ,,zamach" na jego wolność, niejednokrotnie dając nam do zrozumienia, że to właściwie my u niego mieszkamy. Dobrze nam razem :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

W komentowaniu na tym blogu obowiązuje tylko jedna reguła: nie wolno obrażać innych osób.


Kod antyspamowy
Odśwież