Dziś wyjątkowo zamiast piątkowego eseju, będzie wiersz Pani Stanisławy Kucab, kobiety o wrażliwości motyla i odporności słonia.
Jest
taka Polska
niepartyjna
i nie fanatyczna
nie ksenofobiczna
ani kosmopolityczna
tolerancyjna uczciwa
prawdomówna
normalna
ludzka.
W tej Polsce
starość jest w poszanowaniu
życie - święte
ofiara - ofiarą
a post - postem
prawdziwe
nie wirtualne
czy medialne
tu wiara uzdrawia
nie religia
i wie się, że
aby być dobrym
nie wystarczy
tylko chodzić do kościoła
Mody mijają
rządy padają
a ona trwa
niezmiennie
przyzwoita
Ta Polska
leży na wszystkich
szerokościach geograficznych
i długościach
tam, gdzie
prawi Polacy
wprost z utęsknień
Norwida wyjęta
Wiem,
bo bardzo chcę
tam zamieszkać
Może rzuciłbym palenie,
lecz w tej kwestii jestem leniem,
może rzucił piwa picie
lecz żal, bo w tym mam obycie.
Sama myśl już mnie podnieca,
żeby nie dać com obiecał.
I znów przyszedł czas odwiedzin w Muzeum Pajęczyn, jak moja córka nazywa przełom lata i jesieni. To poranne spacery z psem zwykle nastrajają mnie refleksyjnie. Patrzę z podziwem na kunszt pajęczy spowity w mgłę. Taki pająk wybiera miejsca na pajęczynę, korzystając z klucza zupełnie niedostępnego dla nieentomologa. Na pajęczynach rosa - rozczulająca nas swą urodą, ulotnością, wdziękiem bliskim kiczowi. Delektujący się tym widokiem romantycy, tęsknią za tym, by lubić to, co lubienia godne, podziwiać - co godne podziwu, uśmiechać się nie dlatego, że wypada. Na przykład ja lubię uśmiechać się do muchomorów, pewno dlatego, że to jedyne grzyby, które na mnie zawsze czekają. No czasem jeszcze takie białe na cienkich nóżkach, co do których nawet ja, odróżniająca świadomie tylko muchomory od pieczarek, wiem, że to trujaki.
Każdy z nas ma w duszy jasne zakątki i zakątki w półmroku. Tak jak twarzy w zależności od kontekstu, czy opinii, w zależności od otoczenia. (No przyznaj, że tak jest, przecież to w Twojej głowie to przyznanie, a nie na murze Twojego domu).Ważne, by chcieć i potrafić się zatrzymać i nad tym zastanowić. Jak czuję się w swej skórze, czy w roli : wygodnie czy dyskomfortowo, mam możliwości zmiany, czy muszę się przystosować.
W zasadzie zamierzałam pisać o delektowaniu się życiem, o zwolnieniu tempa jego przeżywania, ale bez paru słów o pośpiechu się nie da. On bez naszej zgody zaczął mieszkać z nami, ogranicza nasze kontakty, pożera czas dla siebie, wkręca w chore doganianie, licytowanie i w… pustkę. Karierę od nowa zrobiło słowo „planowanie”.
Wszystko dobrze, jeśli ujmiemy w planie dziennym czas na życie, bez masek pełnionych ról.
Lubisz być z sobą bez takiej maski? A kogoś - kogokolwiek, bez stanowiska, możliwości, bez ulotnego czaru zajmowanego stołka - lubisz?
Kiedy wkręca mnie taka spirala i coraz częściej słyszę w głowie słowo „muszę”, głośno mówię „chcę”. I dotyczy to prac domowych i prac „pracowych”. Bardzo mi ten stan chcenia ułatwia życie. Cieszę się, gdy na swój użytek odkrywam jakieś ułatwienia, choćby już dawno obecne w polskich wersjach amerykańskich poradników na okoliczność. Takie : muszę mieć, bo inni już dawno mają, byli, widzieli, jest mi głęboko obce.
Mam w tym zakresie zdecydowanie łatwiej, bo w pakiecie startowym na życie odziedziczyłam, po mieczu, całkowity brak zazdrości. Tak już mam, że zazdrość znam z literatury. Serio, serio.
Lubię moje życie, bliskich moich ludzkich ,zwierzęcych i roślinnych. Lubię najpiękniejsze w Europie Środkowej strzyżowskie landschafty. Lubię pieśni pasyjne na chór ,wieczne hity Dire Straits i głos Marka Knopflera. Lubię modlitwy do św. Expedyta i rzeźby Romana Górki. Lubię jeździć na Węgry, bo język ich jest dla mnie jak muzyka, która się przeżywa, a nie musi rozumie.
Lubię jesień, śliwki, klangor odlatujących żurawi i super jesienną zupę cebulową.
I lubię jak nieśpiesznie przesącza się przeze mnie moje życie.
Z wiekiem bywa tak czasami,
włosy tylko pod pachami.
Wiele trzeba się natrudzić,
żeby ciało swe odchudzić.
A tu chwila nieuwagi
i powrót do byłej wagi.
Sądzę, że wśród tekstów logopedycznych ten napisać powinnam jako pierwszy. Myślę bowiem o oddychaniu i połykaniu. Uśmiechasz się – że co, bez tych umiejętności nie ma przecież życia? Racja. Bo twierdzę, że logopeda zajmuje się sprawami istotnymi dla życia. Otóż, wyobraź sobie, znam przypadki tak nieprawidłowego oddychania, że generują różne, życiowo ważne, problemy: od jąkania poczynając, przez zaburzenia emisji głosu mówionego, brzydką jego barwę, po wady ortodontyczne, prowadzące nie tylko do nieestetycznego wyglądu, ale nawet do migren. Złe, z punktu widzenia fizjologii, oddychanie wpływa na powstawanie wad zgryzu, na nie rozrastanie się jam nosowych i zatok szczękowych, przez co nie rozrasta się podniebienie. Tworzy się tzw. podniebienie gotyckie, które zwęża przewody nosowe, nie pozwala korzystać z oddychania nosem. I koło się zamyka. Spójrz na siebie w lustrze oddychaj nosem, z językiem przyssanym do podniebienia. A teraz uchyl usta, język połóż za dolnymi zębami, oddychaj buzią. Porównaj swoje dwa odbicia w lustrze i odpowiedz sobie na pytanie, która mimika wydaje Ci się atrakcyjniejsza i który/która Ty, robisz wrażenie osoby błyskotliwej i inteligentnej. A taki mamy teraz czas, że ludzie oceniają po pierwszym wrażeniu. Jest takie mądre powiedzenie: Nie ma drugiej szansy na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia. Nie lubię sądzenia po pozorach, ale tak samo nie lubię, gdy trzeba przysłowiową beczkę soli z kimś zjeść, żeby go poznać czy polubić. Wyobraź sobie - oddychasz tak płytko, że to zaledwie wystarcza do cichego funkcjonowania, jak „mysz na pace”. Gdy chcesz coś powiedzieć, permanentnie brakuje Ci powietrza, więc mówisz tylko po kawałku, utrwalając nierytmiczność w wypowiedzi. Mówią Ci – nie zacinaj się! Co tylko ten stan pogłębia. Można się spierać czy to giełkot, czy zaburzenia emisji głosu mówionego, to detale ważne dla logopedy, ale dla tak mówiącego człowieka istotne jest: jak mogę się tego pozbyć ?!! Takie płytkie oddychanie może skutkować permanentnym niedotlenieniem, a stąd krok do poważnych kłopotów zdrowotnych. Skarżysz się na uporczywe bóle głowy, łykasz pastylki – te od Goździkowej i recepturowe, a tymczasem odrobina wglądu w problem i można sobie skutecznie bardzo pomóc. Nie myśl, że mam ambicję zastąpić w pracy lekarza. Ja jestem z takiego roku produkcji, że gdybym chciała zostać lekarzem, byłabym nim. A ja zawsze chciałam być logopedą nawet wówczas, kiedy jeszcze dla tego zawodu nie było… nazwy :) Otóż, wracając do funkcjonowania artykulatorów, jak my mówimy – bruksizm czyli zgrzytanie zębami, zaciskanie ich we śnie, nie jest tylko do leczenia przez ortodontę. Specjalista ten zajmuje się efektami owej przypadłości, ale postępowaniem terapeutycznym raczej nie. A połykanie? Myślałeś, że może mieć znaczenie dla mówienia? Bo ma i to fundamentalne. Oczywiście nie co, lecz w jaki sposób. Bez tych umiejętności, wyrabianych w latach startu w życie, fundujemy dziecku spore problemy. Zatem - nie słoiczek gerberowski za mamusię czy tatusia - ta droga może, choć naturalnie nie zawsze prowadzi, do wymiernych problemów zdrowotnych w przyszłości. Wiem, wiem, trzeba iść z postępem. Nie koniecznie : teraz wszystko można kupić, skórka z chleba to „babciowe” metody, nie mam czasu na takie długie karmienie – wszystkie te i sporo wymyślniejszych słyszałam przez moje 25 lat praktyki. A ja mówię do rodziców, że często najlepsze są metody najprostsze, bo wygląda na to, że my, żeby skomplikowane rzeczy robić i skomplikowane problemy rozwiązywać, musimy mieć solidne i proste w konstrukcji podstawy.
Nie szukaj, proszę Cię, w wikipedii terminu: Makrologopedia, nie znajdziesz go bo zrodził się w mojej głowie dziś, dla potrzeb tego eseju i dzięki prowadzeniu Loquerisa. Jeśli interesują Cię inne istotne szczegóły naszego funkcjonowania – pytaj. Jeśli będę wiedzieć – odpowiem. Jeśli nie - z pewnością się do tego przyznam.
Fotografia, jak zwykle w przypadku Stacha Dybicha, robi wrażenie, ale zastanawialiście się kiedyś nad tym, kto i jak nazywa te stworzenia? Dziś jest mnogoczak ikar, ostatnio była pawica grabówka... Jak przekonacie się sami, każda z przesłanych nam przez Stacha fotografii obrazuje stworzenie, którego nazwa jest równie fantastyczna jak jego szata.