Nieesej

17. 08. 11
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Nie będzie eseju w ten piątek. To jest miał być, taki radosny, letni i żartobliwy. Ale ponieważ właśnie umarł kolejny kawałek mojego dzieciństwa, to nastrój jakby nie ten. Sama się zastanawiam jak to jest, że choć emocje łączące mnie z tą osobą która odeszła – od wielu lat żadne, a kiedyś bardzo wielkie, to smutno mi. Nad czym? Nad latami, które minęły, nad ludźmi, którzy są ze mną na zdjęciu – a z żyjących jestem na nim ja z bratem... A może to tak: uświadamiam sobie przez tę śmierć, że pokolenie, z którego jestem, powoli staje się tym coraz starszym. O ile oni kiedyś nad nami roztaczali parasol opieki, to teraz już całkiem inne mają zajęcia. A my? Przecież w środku ciągle dzieciaki, z pomysłami czasem godnymi rówieśników własnych dzieci. I nawet jeśli nie wypada, to gdy nie ma dzieci w domu różnie jest z grzecznością. 

Jako młoda matka odwiedzałam stryjostwo. Trafiłam na spotkanie towarzyskie. Siedziałam wśród gości i nagle któryś z biesiadników powiedział: A wiecie Franek został pradziadkiem. I w odpowiedzi od kogoś: coś takiego!! Taki młody chłopak!! Halo jaki chłopak? Pradziadek-chłopak? 

Kiedy chodziłam do liceum, w maturalnej klasie, nasza koleżanka zaczęła spotykać się z uczącym nas matematykiem, człowiekiem świeżo po studiach. To czas był taki, że niewiele nas mogło zaskoczyć, a już absolutnie nie to, że ktoś z ledwo dostatecznej uczennicy, przeistacza się przed maturą w matematycznego orła. Ale żeby spotykać się z takim dziadkiem…

Dziadek, pradziadek, ciocia, stryj - w strumieniu przemijania.

Komentarze   

+2 # Olga 2017-08-19 00:55
Smutne jest przemijanie człowieka. Wraz z wiekiem tracimy coraz więcej znanych nam osób. Im bliższe relacje łączą nas z daną osobą, tym większa cząstka nas wraz z nią umiera. Będąc małym dzieckiem zadziwiające było dla mnie, że prawdziwi seniorzy nad utratą b. bliskich sobie osób prawie wcale nie płakali. Z perspektywy czasu myślę, że zapewne w ciągu życia przeżyli tyle odejść, że zdołali się zahartować. A może najzwyczajniej wyczerpali już limit łez? Może jednak nie wszystkich to dotyczy. Może zachowane i pielęgnowane u niektórych dziecięctwo przegoni smutki i pozwoli, aby skamieniałość ożyła? Zatem carpe diem :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Marzynia 2017-08-18 10:20
Pamiętam, gdy mając 16 lat dumałam nad czekającą mnie posępną starością, która nie pozwoli mi radośnie przeżyć "Sylwestra Tysiąclecia", bo będę miała wtedy 33 lata!!! Wydawało mi się, że wtedy to już, jak mawiała Babcia Bronia, będę "siedzieć na piecu i bułke w mliku moczać", gdy inni (czytaj: nastolatki) będą się świetnie bawić. A tymczasem przeminął dwutysięczny, i dwutysięczny dziesiąty, i za chwile będzie dwutysięczny dwudziesty - a my "w środku ciągle dzieciaki" :-D
P.S. A sylwester w 2000 roku był najlepszy w moim życiu!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

W komentowaniu na tym blogu obowiązuje tylko jedna reguła: nie wolno obrażać innych osób.


Kod antyspamowy
Odśwież