Przez różową szybkę

17. 06. 23
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

Jak każdy człowiek byłam kiedyś dzieckiem. Dzieciństwo wspominam, jako czas przez różową szybkę. Rodzice moi pracowali, babć, dziadków na tzw. podorędziu nie było, zatem oboje z bratem przerabialiśmy żłobek, przedszkole czy świetlicę. Nie są to wspomnienia jakoś źle na mnie ważące. Wszyscy nasi rówieśnicy mieli porównywalne dzieciństwo, więc nie było powodów do jakiegoś „zaważania”. Motywem dla którego wspominam o czasie różowej szybki jest beztroska, a ta jakoś do różowego pasuje.  Z mojego dzieciństwa pamiętam po pierwsze zapachy - te jedzeniowe i te roślinne; jakieś świeże zapachy ściętej trawy czy suszonych liści tytoniu, tajemniczy zapach dziadkowej szopy na wszystko i zapach mleka, takiego prosto od krowy. Pierwszym zapachem, który identyfikuję i kojarzę najwcześniej, był zapach farby drukarskiej. Co nie było niczym nadzwyczajnym dla dziecka księgarza. Teraz w księgarniach pracują ekspedienci czy doradcy klienta, a kiedyś trzeba było być księgarzem. Żeby doradzić co czytać, książkę trzeba było przeczytać. Ale, co ja tu wypisuję w tych dziwnych czasach, w których 63% Polaków nie przeczytało w minionym roku niczego, co jest tekstem dłuższym niż przepis na coś z torebki. A zakup książki w cenie paczki papierosów czy sześciopaku piw, to także czynność oryginalna i spotykana coraz rzadziej.

W naszym domu czytali wszyscy- mój tatuś czytał na okrągło Trylogię i w między czasie zawsze coś. Mnie zarzucał, że czepiłam się Ań z Zielonego Wzgórza jak pijany płotu( ciekawe po kim tak miałam ?), Marek studiował jakieś Tomki, Old Sheterhandy i Winetou, a mamusia wszystko. Nam, dzieciom, czytano przy każdej okazji i wszystko co mogło nas zainteresować. Wieczory wypełniali nam czarodzieje, wróżki, królewny, waleczni królewicze, smoki, Bajardy czy inne zaczarowane stwory, potem zwierzaki i ich przygody. Nasz tatuś miał specjalizację w poezji i piosence. Toteż usypialiśmy przy Balladzie o trzech Budrysach albo przy wierszach Janczarskiego. Proza i baśnie to już czas z mamusią. Nic zatem dziwnego, że odgrywaliśmy wieczorami teatrzyki cieni na wielkim, drewnianym  krześle, zasłoniętym dużą kartą papieru śniadaniowego. Dla nas każdy kwiatek miał przypisaną rolę do odegrania. I tak np. – cykoria podróżnik zawsze była królem. Muszę Ci powiedzieć, że w naszej rodzinie nigdy nie mówiło się do rodziców: mamo, tato. Tak słyszałam u dziadków z obu stron. Dziadkowie również w ten sposób opowiadali o relacjach ze swoimi rodzicami. Więc się nie dziw.

Pamiętam jakieś deszczowe lato, siedziałam przy oknie u babci w domu i czekałam kiedy przestanie padać. Miałam może 6 lat. Pałaszowałam sobie przysmak nad przysmaki - kromę chleba posypaną cukrem i polaną mlekiem, a tu co widzę? Do kurnika wchodzą prawdziwe krasnoludki. Widziałam je tak realnie, jak widziałam zmokłe kury, które rozgrzebywały błoto na podwórku. Długo nikomu o swoim krasnoludkowym widzeniu nie mówiłam. Wiadomo co się mówi i myśli o takich, którzy mają podobne „widzenia”. Było tak dopóki nie przeczytałam książki Axela Munthe „Księga z San Michele”, a w niej motto jednego z rozdziałów: „Żal mi ludzi, którzy nigdy nie widzieli krasnoludków”.

Pamiętam świetnie smak pierwszych papierówek, które niezbyt dokładnie wycierało się o koszulkę czy spodnie. Pamiętam jak tatuś zrobił nam na rzeczce tamę i mieliśmy malutki zalew do chlapania się, które nazywaliśmy pływaniem. A były to czasy zamierzchłe aż tak, że nikt nie odważyłby się nieczystości do rzeki wypuścić, bo przecież woda, to dobro także mieszkających w niej zwierząt. Pamiętam zapach stearyny ze zniczy i ognia, który lizał niezwykłe papierowe, woskowane kwiaty nagrobnych bukietów. I pamiętam najlepszą na świecie zupę ziemniaczaną naszej babci Hanusi.

Podobno im człowiek starszy, tym bardziej gloryfikuje przeszłość. Cieszę się, że moje życie jest takie zwyczajne, a mimo to mam aż tyle wspomnień, jak przez różową szybkę właśnie.

Komentarze   

+1 # Olga 2017-06-27 17:26
To jest tak ładne, tak cudowne, że nie potrafię tego skomentować :) Mam bowiem wrażenie, że cały ten czar pod ciężarem moich słów pryśnie i krasnoludki znikną.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # U. 2017-06-27 21:42
Spokojnie, Olgo, to są krasnoludki zaprawione w nie znikaniu. Ale komentarz sprawia mi wielką przyjemność.Dziękuję :-*
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # Asia 2017-06-24 19:45
Mi dzieciństwo kojarzy się z łąką pełną kwiatów, zapachem skoszonego zboża.. Śpiewem ptaków, piękna słoneczna pogodą i cudownym sierpniowym niebem pełnym gwiazd. Tak wiele wspomnień i odczuć budzi się na samą myśl..
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Marta 2017-06-23 23:05
Pani Ulu i ja pamiętam takie wieczory! U nas też książka była obecna od małego (jak jeszcze sama nie umiałam czytać, albo gdy szło mi to opornie - czytał mi brat). Pamiętam też wieczory z Bajkami Tygrysa, gdzie wielki pluszakowy tygrysek towarzyszył opowiadanym przez rodziców bajkom. Ale najbardziej lubię natknąć się w świadomym czytelnictwie na jakiś znany zwrot lub cytat zapamiętany z dzieciństwa, którego wtedy w ogóle nie rozumiałam - najlepszy przykład to hasło bojowe "AWRUK!" z Cyberiady :)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # U. 2017-06-24 06:46
A my, gdy byliśmy mali to zawsze baliśmy się zwierza Alpuharego, który strasznie ryczał( z wież Alpuhary ryknęły spiże...) :-D
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # Ula 2017-06-23 18:46
Ja, moja Kochana, to nawet dentystę takiego pamiętam, który popielniczkę tj spodek od szklanki, stawiał na" pradziadku" asystora stomatologicznego ;-), nań odkładał palącego się papierosa i sobie borował. Ale fachowiec był prawdziwy. A nawet, jak przez mgłę pamiętam tabor cygański( ale Cię przelicytowałam) i jak chłopaki od pana Ż.jechali na oklep pławić konie... Były czasy.......................
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Marzynia 2017-06-23 17:36
Ula, moje dzieciństwo było bardzo podobne i dlatego tak cudowne. Co prawda liście tytoniu miałam tylko w "Giewontach" Mamy i "Sportach" Taty (oczywiście wszyscy dorośli palili przy dzieciach, pamiętasz LEKARZY palących?!), ale za to mieliśmy bunkier przy tunelu do zabawy (tunel był zamknięty i potwornie śmierdział rybami :-D) Bardzo Ci dziękuję za piękny tekst :-)
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

W komentowaniu na tym blogu obowiązuje tylko jedna reguła: nie wolno obrażać innych osób.


Kod antyspamowy
Odśwież