Po co dzieciom rodzice?

18. 06. 09
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

 

Moje nauczycielki z logopedii-choćby Hanna Rodak, Maria Góralówna, Janina Wójtowicz czy Genowefa Demelowa, nazwiska znane wszystkim, polskim logopedom, z pewnością w grobach się przewracają, obserwując z innego wymiaru osoby, coraz częściej trafiające na terapię mowy. Nie mam tu na myśli coraz młodszych afatyków. Myślę o dzieciach lat 2 do 6, które nie mają potrzeby wzorować się na dorosłych, nie chcą z nimi kontaktu, nie potrzebują rozmowy, ba, prawie nie mówią. Wszystkie te dzieci maja górę zabawek i pluszaków, dostęp nieograniczony do bajek w telewizji czy na komputerze, dostęp do gier o atrakcyjnej grafice i oczywiście smartfona czy tableta bez limitu. I naturalnie według rodziców- wszystko wiedzą i rozumieją. Tylko nie mówią. Więc przyszli, żebym COŚ zrobiła. Czasem mi się wydaje, że ci mądrzy rodzice, którzy potrafią tak wiele różnych, trudnych operacji wykonać, nie wiedzą, że dziecko bez rodzica nie ma szans na rozwój. Mówię im- proszę zabrać mu te przeszkadzacze, a oni patrzą na mnie, jakbym się urwała z XIX wieku. Przecież jak on nie będzie miał bajki, to nie zje, to drugiego dziecka się nie da ubrać, to nie będzie się rozwijać jak rówieśnicy... Znam te wszystkie kontrargumenty. Jeśli rodzic się broni i mówi, że przecież zwariuje, to ja proszę: proszę chociaż spróbować. I co się okazuje po kilku dniach? Zabawki zaczynają interesować, dziecko w nocy śpi spokojnie , a nie rzuca się jak ryba na piachu, zaczyna coś układać i budować, a po 2 tygodniach zaczyna mówić. Wiem, że różnie z tempem i zrozumiałością tej mowy jest. Ale zaczyna się coś pozytywnego wydarzać. Bywa, że trafia się okazja, że jest jakieś dziecka święto i nadgorliwa ciocia kupi gierkę, to wszystkie problemy zaczynają się od nowa. Cóż, można się oburzać, że jakieś stare metody promuję. Tak, stare! Czyli bycie kimś w życiu dziecka, a nie wspólny adres, to jest takie relacje dobrosąsiedzkie. I muszę Ci powiedzieć, że boję się tego świata, który będzie, gdy te dzieci będą dorosłe. Myślisz tak czasem?

 

Komentarze   

0 # U. 2018-06-10 08:02
Joasiu, każdy rodzic popełnia błędy.Nie znam takiego, który nie chciałby cofnąć niektórych swoich zachowań. Jasne, że mówię o normalnych rodzicach, a nie o patologii. Są sytuacje z własnej przeszłości, których nie chcesz za żadne skarby powielić we własnej rodzinie. Tych nie robisz, ale robisz inne. Nie da się żyć i nie robić błędów.W zasadzie nie ma ważniejszej świadomości, że niezależnie od wieku, dziecko wie, że jest kochane przez rodzica i bez ostentacji, odpowiada tym samym uczuciem.Myślę, że jak się jest w takim strumieniu pozytywnych emocji, łatwiej stawiać czoła szarzyźnie życia i różnym nieprzychylnym sytuacjom. A co do Waszego Dziecka- jemu się już udało. Wiem to! Serdeczności.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+1 # Joanna 2018-06-09 21:08
Jako przyszła matka dużo się zastanawiam jaki jest złoty środek na to by w prawidłowy sposób rozwijać dziecko. Bardzo dużo obserwuje matki i ich relacje z dziećmi i zauważam te wszystkie rzeczy o których Pani piszę. Dzieciom się zamyka buzię by były grzeczne, nie narobiły wstydu, ładnie zjadły. Sama borykająca się z problemami wymowy tak myślę, że takie zamykanie dziecka w swoim świecie ma okropny wpływ na układ emocjonalny, straszne jest to jak człowiek nie może wypowiedzieć się bo albo nie umie albo nie wie jak albo ma taką blokadę. Bardzo trafny wpis Pani Ulu. Dziękuję
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

W komentowaniu na tym blogu obowiązuje tylko jedna reguła: nie wolno obrażać innych osób.


Kod antyspamowy
Odśwież