Mój nałóg

17. 12. 17
posted by: Urszula Wojnarowska-Curyło

No tak, jestem uzależniona od lat. I to, że także od lat, nałogu nie praktykuję faktu nie zmienia.

W palenie wchodziłam z trudem, nie wiedziałam jak to się robi, połykałam dym, płakałam, bo gryzł mnie w oczy, ale bardzo chciałam się nauczyć palić. Uczyła mnie koleżanka, nieco ode mnie starsza, z bardzo dobrego domu. Oczywiście imponowała mi. Wreszcie z biedą nauczyłam się zaciągać. Z paleniem byłam blisko przez czas : „do po studiach”. W rok po urodzeniu się naszego syna miałam kłopoty ze zdrowiem i pierwszy raz na serio pomyślałam : kiedyś umrę. To niesamowita myśl. Do dziś pamiętam to zaskoczenie. Nie dziw się, myśl o śmierci to nie jest problem do rozważań zdrowego, młodego człowieka. I zdałam sobie sprawę, że chcę zrobić coś, co mojego życia przynajmniej nie skróci. Najłatwiej rzucić palenie. Bo przecież mogę w każdej chwili. 

I okazało się, ku mojemu zaskoczeniu, że taka każda chwila w żaden sposób nie chciała nastąpić. Nie działało „od jutra”, „od poniedziałku”, „od pierwszego”, a wręcz paliłam jakby na zapas, więc zdecydowanie więcej. Wymyśliłam sobie taką „umowę” z Opatrznością : za opiekę i dobrostan mojego dziecka, w każdym roku nie będę palić przynajmniej miesiąc. Bo jak nie, to… I słuchaj – zadziałało. Kilkanaście lat palenie moje przebiegało tak, że robiłam przerwy czasem miesiąc, czasem 3 miesiące, raz nie paliłam półtora roku. Ale to nie było rzucenie palenia, to była przerwa w nim. Zaplanowana na przerwę o nieokreślonym czasie trwania.

Nie identyfikowałam się z palącymi, nie paliłam w pracy, jeśli jechałam pociągiem, nie wybierałam wagonów dla palących (kiedyś takie w pociągach były, serio), obrzydzał i dławił mnie zapach papierosów we włosach, ubraniu czy firankach. Ale to wciąż było za mało, żeby powiedzieć sobie: już nigdy nie zapalę papierosa.

W 2000 roku poznaliśmy Anię, naszą córkę, która w kategorii mieszkańców domów dziecka była zupełną rzadkością. Mianowicie, zastała pozostawiona w szpitalu po urodzeniu i nigdy, nawet sekundy, nie spędziła w domu swoich rodziców. Chcieliśmy, żeby została naszym dzieckiem. Wydawało się, że na poziomie sądu będzie bez problemu. Błąd. Rodzice biologiczni, którzy przez 3 lata i 10 miesięcy jej życia mieli z nią udokumentowany kontakt 7 razy (w to wlicza się także telefon do placówki!!!), zapałali nagłą miłością i… pierwszą sprawę przegraliśmy. Wtedy zrobiłam takie przyrzeczenie: Boże, jeśli wygramy na drugiej rozprawie, to już nigdy nie zapalę papierosa.

Ania jest naszą córką od 17 lat. Nie palę lat tyleż samo. Ale nałóg we mnie jest, wiem to. Kiedyś byłam na wycieczce w Izraelu. Na jakiejś kolacji zapaliłam, wraz z wszystkimi, sziszę, jakieś jabłkowo - różane aromaty. Efekt : przez pół roku z tyłu głowy miałam myśl o zapaleniu papierosa.

Możesz nie akceptować metod moich walk z nałogiem. Wolno Ci. Ale myślę sobie, że nie udałoby mi się, gdybym nie miała dla kogo. W moim życiu to ważne słowa. Mieć dla kogo.

Komentarze   

+2 # Aneta 2017-12-17 20:31
Bardzo bliskie mi treści ;) Paktowanie z Bogiem to znana mi sposobność, by choć na jakiś czas przestać palić. Zawsze jednak, kiedy organizm ,,dowiadywał się”, że mam zamiar rzucić palenie na stałe, to perfidnie zwiększał zapotrzebowanie na nikotynę. Szatańska przewrotność. Prawdopodobnie, typowy mechanizm w walce z nałogiem ;). Najpierw palimy dla przyjemności (1-3 papierosy dziennie), potem palimy, bo musimy. Kiedy przestajemy czerpać z tego przyjemność, a papieros przejmuje kontrolę nad nami, zniewalając nas, to rzucenie nałogu staje się oczywistą koniecznością. Tylko jak to uskutecznić? Prawda, mieć dla kogo!!! To najważniejsza w życiu motywacja. Kolejny raz nie palę (w październiku minął rok - to nie jest mój rekord nie palenia), ale mam nadzieję, że nie wrócę do tego, chociaż ciągota pozostaje. Na szczęście mam dla kogo podejmować takie wyzwania. Stawka jest wysoka.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Stach 2017-12-17 17:39
Pewnie każdy będąc małym słyszał „nie pal, bo nie urośniesz”. Pamiętam jak kiedyś wpadłem na genialny pomysł, aby w ten sposób zatrzymać swój wzrost. Kto wie jak wyglądam, domyśli się że próba mi nie posmakowała. Mówi się również, iż niczego nie można być pewnym. Ja zaś jestem pewien, iż nigdy nie zapalę. Papierosy obwiniam, iż mogły się przyczynić do odejścia najbliższych mi osób.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # U. 2017-12-17 17:51
Oj, to kto zna mój wzrost, może pomyśleć, że chyba musiałam wypalać po 2 paczki dziennie, żeby mieć taki "niskopienny" wzrost :-D Natomiast co do odejścia najbliższych- mój tatuś chorował na raka płuca. Wiem, że bzdury typu: płuca nie bolą to mega bzdury. Umierał w strasznych cierpieniach. I nigdy tego nie zapomnę.
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować
+2 # Ula 2017-12-17 12:45
Wzruszyłaś mnie Ulu... ja zapaliłam pierwszego papierosa z przekory i niedowierzania, też się uczyłam zaciągać i paliłam bardzo bardzo długo, a z każdym rokiem coraz więcej. I tak minęło 28 lat, aż postanowiłam rzucić papierosy sama dla siebie, dla śpiewu przy kompie, dla silnej woli, która cały czas mną rządziła, nie było łatwo, było bardzo trudno, przepłaciłam to utratą zdrowia i tuszą, papierosy pachną zawsze, nałogowcem będę do końca życia, niedługo minie czwarty rok bez papierosa, nie zarzekam się, ale wiem, że jak zapalę jednego to moja silna wola może znowu przejąć władzę... poruszyłaś strunę, która mi gra, ale nałogowcy tak już mają, muszą być świadomi swoich słabości!
Odpowiedz | Odpowiedz z cytatem | Cytować

Dodaj komentarz

W komentowaniu na tym blogu obowiązuje tylko jedna reguła: nie wolno obrażać innych osób.


Kod antyspamowy
Odśwież